Terapia w czasach zarazy, czyli czego nauczy nas koronawirus? Następny wpis Sześć kroków do szczęścia...

Niby wiosna już.

Marzec przyszedł z obietnicą wiosny. Przyniósł piękne wschody i zachody słońca, a dni stawały się coraz cieplejsze. W terapii w domu-REHAB zrobiło się „męsko”. Jedenastu facetów zgromadzonych na dość małej przecież przestrzeni, to może zapowiadać kłopoty. My mężczyźni mamy skłonności do próżności. I jeszcze większe do robienia niczego. W grupie terapeutycznej robienie „nic” w wykonaniu innych bywa szybko zauważane. Im bardziej inni robią „nic”, tym bardziej mi wydaje się, że jestem niezły. Niemniej, gdy jedenaście osób myśli dokładnie to samo, to każde spotkanie społeczności zdaje się iskrzyć.

W tym czasie, na świecie tematem głównym stał się koronawirus.

Z perspektywy domu – REHAB wydawał się on jakiś inny. Nie tak groźny, no i przede wszystkim odległy. Słyszeliśmy o ofiarach śmiertelnych, kwarantannie, testach i zamykaniu miast. Jakoś trudno było to wszystko dopasować do naszej sielskiej krainy „Santrope”. Do czasu. Przyszedł zaskakująco szybko. Zamknięte szkoły, ograniczenia w restauracjach, puste półki w sklepach, w końcu zamknięcie granic. Okazało się, że i nas to dotyka. To sytuacja z jaką do tej pory spotykałem się przy okazji zaburzeń zachowania, uzależnienia, itp. „Nas to nie dotyczy” często słyszałem. Aż zaczęło dotyczyć. Taki sprawdzian. Koronawirus też sprawdził. Myślę, że sprawdził i sprawdzi nas wszystkich jako ludzi. Sprawdzi z czego jesteśmy ulepieni. Mnie zapytał jako pierwszego. Musiałem podjąć decyzję o zawieszeniu odwiedzin u moich mieszkańców. To nie była łatwa decyzja. Mam gości z różnych stron. Część jest z kraju, inni spoza granic. Niektórzy nie widzieli swoich bliskich od dwóch miesięcy.

Zakaz.

Ale decyzję musiałem podjąć – zakaz. Większość przyjęła to ze zrozumieniem. Mimo to doświadczyłem bardzo wysokiego wewnętrznego napięcia. Okazało się, że nie taki ze mnie „ogarniacz” jak o sobie myślałem. Dałem się ponieść emocjom, zakręcić i uwieść sytuacji. Na szczęście miałem wokół siebie bardzo ważnych i mądrych ludzi. Od nich otrzymałem wsparcie. Moja żona i mój zespół stanęli na wysokości zadania. Kolejny to już raz. Nie jestem sam. To pierwsza lekcja od koronawirusa. Później przyszły następne. Mądrość rodzin i przyjaciół moich gości, mieszkańców domu-REHAB. Grupa wsparcia REACTIVE na FB okazała się…ważnym wsparciem. Propozycje mityngów i spotkań on-line, dobre słowa, często modlitwa. To bardzo ważne.

Sprawdzam.

Wszyscy jesteśmy w nowej, podobnej sytuacji. Przed nami egzamin z człowieczeństwa. Jedni będą dbali o siebie nie przestając dbać o innych. Będą i tacy, których trzeba będzie usunąć z listy znajomych. Tu przypomina mi się osoba Victora Frankla, twórcy logoterapii. Określił on, w niełatwych sobie czasach współczesnych, sens życia. Sens życia człowieka w czasach zagłady. Po pierwsze – praca. Działanie i przemiana rzeczywistości. Przekształcanie. Nie stać w miejscu, działać. Ruszyć dupę z kanapy i podjąć decyzję. Nie marudzić i nie stękać. Po drugie – relacja. To ważny aspekt. Relacja leczy. Relacja z drugim człowiekiem, relacja z otoczeniem, relacja miłości i przyjaźni, pełna szacunku i akceptacji. Miłość. A po trzecie – cierpienie. Gdy staniemy przed ważnym wyzwaniem, pełnym boleści, w kryzysie, to kim jesteśmy? Jak przejdziemy przez to cierpienie? Z jaką klasą? A może bez klasy? I co na nas czeka później? Jakie kolejne wyzwanie? Dobrobyt i luksus nie bywają twórcze.

Stworzenie.

Ten czas pełny napięcia może mnie stworzyć. Jako człowieka i mężczyznę. Pełnego obaw i emocji, w którym trwa nieustanna walka i napięcie. I nie muszę za wszelką cenę pozbyć się tego napięcia, ani tej walki. Dzięki nim chcę znaleźć sposób na życie. Na rozwój jaki z nich płynie i na to kim się staję. W czasach zarazy.

1 Komentarz

  • przez

    Patryk

    Dodany 15 marca 2020 00:16

    Jak bym czytał o sobie 😉 piona Przyjaciele

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *