Sześć kroków do szczęścia. Bądź zdrów. Następny wpis Komu potrzebna jest dziś...

Sześć kroków do szczęścia. Przebudzenie.

Obudziłem się z dojmującym i głębokim poczuciem, że życie nie ma sensu. Oczywiście moje życie. Oczy nie chciały się zamknąć i o głębokim śnie mogłem zapomnieć. Jeszcze trochę popróbowałem. Ponieważ, nie udało się, wstałem.
Od 22 lat jedynym powodem, dla którego wstaję z łóżka, jest to, że chce mi się lać. W związku z tym, że ten tekst ukazuje się publicznie, z pewnością należałoby powiedzieć/napisać, że chce mi się siku. Jednak faceci nie chodzą „siku”, faceci chodzą „się odlać”. W związku z tym i ja poszedłem „się odlać”. Miałem kiedyś nadzieję na to, że stan porannego bezsensu życia, w jakiś czarodziejski sposób zniknie, że napełni mnie cudowne poczucie radości, miłości i szczęścia. Porannego szczęścia. Nie napełnia mnie. Oczywiście znam te wszystkie teorie dotyczące „pozytywnego myślenia”.

Potrzeba mistrza?

sześć kroków do szczęściaBardzo trudno było mi się przyznać do tego porannego braku sensu. Lata pracy, programy rozwoju i zmiany, warsztaty i treningi sugerują, że posiadam jakiś mistrzowski stopień wtajemniczenia, powodujący homeostazę czy inny zen. A tu, psikus: nie ma porannego mistrza. Ponieważ nie ma mistrza, musiała mi wystarczyć droga. Bezsprzecznie lubię drogi. Zawsze gdzieś prowadzą. Nawet jeśli to ślepa ulica, to jednak jest to „gdzieś”. A tak przy okazji: jeśli kiedyś osiągnę homeostazę, poranną czy w ogóle, może to oznaczać, że nie żyję
Każda droga zaczyna się od pierwszego kroku, a właściwie od ruszenia d…y z kanapy. W związku z tym zaczynamy. Oto sześć kroków do szczęścia. Oczywiście nie musisz się z nimi zgadzać – mój drogi czytający ten tekst – podróżniku.

Krok pierwszy: rusz d…ę z kanapy.

Od lat pracuję z ludźmi, których życie znalazło się w jakimś kryzysie. Różne są objawy owych kryzysów. Dla jednych to będzie nadużywanie substancji chemicznych:
1. uzależnienie od alkoholu lub po prostu alkoholizm,
2. narkomania,
3. lekomania,
4. nikotynizm,
inni wybiorą coś mniej toksycznego:
1. patologiczny hazard,
2. pracoholizm,
3. fonoholizm,
4. uzależnienie od komputera czy Internetu.
Czasem z odsieczą przyjdzie depresja, bo to już niemal epidemia. W dalszej kolejności: wypalenie zawodowe, rozwód, śmierć osoby bliskiej, czy utrata pracy. Na pierwszy rzut oka widać, że wybór jest duży. Zauważyłem, co moim zdaniem jest godne uwagi, pewną wspólną cechę, charakterystyczną dla tych objawów. Cechą tą jest: „myślenie o życiu”. Działanie to, ze względu na swoją intensywność, wydaje się z powodzeniem zastępować samo życie. Wszystkie obszary tego myślenia pozostają dobre: plany, ustawianie priorytetów, przewidywanie efektów, wizualizacje. Jedynym problemem bywa fakt, że rozmyślania te odbywają się w pozycji leżącej lub co najwyżej siedzącej na kanapie. I nie przewidują startu. A bez niego, jak wiadomo trudno o finisz.

Krok drugi: poranek.

Zadumaj się o poranku.
Prawdopodobnie, jeszcze w tym miejscu niniejszej wypowiedzi, istnieje ewentualność przypomnienia sobie jej początku. Bezsprzecznie, przebudzenie to jeszcze nie jest poranek. Przynajmniej nie mój. Mój zaczynam kawą. Kawa ma sens, gdyż daje tę odrobinę czasu na, może jeszcze niezbyt głębokie, zadumanie się. Zadumanie się służy komunikacji z mózgiem, a to oznaczać może refleksję. To tutaj zaczynam nadawać sens mojemu dniu. Tu rodzą się przeróżne emocje związane z owym sensu nadawaniem. Tu bywają złość i zniechęcenie, pragnienie ucieczki w niewystygłe jeszcze pielesze. Czasem pojawiają się mechanizmy obronne, takie jak wyparcie, minimalizowanie czy wyolbrzymianie. Gdy je pokonam, pojawia się sens. Wtedy pytam sam siebie: „co jeszcze możesz zrobić?”. Mogę na przykład pomodlić się lub pomedytować. Wdech i ku…wa wydech, najkrótsza medytacja dla leniwych, czyli dla mnie jak znalazł. Chwila ciszy i…witaj dniu.

Krok trzeci: obiad.

Gdy w dom-REHAB® siadam do stołu wraz z jego mieszkańcami, przede wszystkim jest to spotkanie. Zaproś kogoś do wspólnego stołu. To zachowanie tak pierwotne, jak pierwotne w ogóle jest jedzenie. Kiedyś bardzo powszechne, wraz z pojawiającymi się nowymi trendami, mediami, portalami i innymi pędami do lekkostrawności bytu, odchodzą w zapomnienie. Czas posiłku i czas spotkań, rozmowy o tym, co było i co jeszcze przed nami. Posiedź przy stole, dopóki wszyscy nie zjedzą, poczuj tę trudność, tę niezręczność. Czasem ciszę poczuj. Im częściej praktykuję wspólne posiłki, tym łatwiej mi być w tej praktyce. Staje się częścią mnie. Gdy wszyscy zjedzą, posiedź jeszcze przez chwilę. Z pewnością poczujesz czas sprzyjający odejściu od stołu. Wówczas wstań i powiedz: „dziękuję”.

Krok czwarty: spotkaj się z ludźmi i opowiedz im coś o sobie.

Wiele osób zdrowieje, zmienia własne życie, dokonuje jakichś przewartościowań, wykonując dość proste czynności. Bardzo często odbywają się one w towarzystwie osób, robiących dokładnie to samo lub coś bardzo podobnego. Gdy na swojej drodze, spotkam człowieka, który kiedykolwiek brał udział w jakiejkolwiek terapii, natychmiast to poczuję. To coś w budowaniu zdań, mówieniu o uczuciach, nazywaniu rzeczy. Wtedy i ja mówię, co czuję. Mieszkańcom dom-REHAB® zalecam udział w mityngach grup wsparcia. Raz w tygodniu wyjeżdżamy wspólnie na mityng. Jednocześnie, co wieczór o 21.00, podsumowujemy dzień. A inne dni? Różnie. Jedni mogą spotkać się z Bogiem w modlitwie, inni ze sobą w medytacji, jeszcze inni w spotkaniach z bliskim. Ważne bym opowiedział podsumowując, co czuję.

Krok piąty: nazwij nadmiary.

W nazywaniu rzeczy w ogóle tkwi moc. Pan Adam Nowak z grupy „Raz, Dwa, Trzy” śpiewa: „…nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w okamgnieniu”. Też tak myślę. Nazwij to, czego jest, było, dziś za dużo.
Kiedyś zrozumiałem, że świat zawsze i wszędzie jest, jaki jest. Natomiast moje reakcje na ten świat są nadmiarowe. Jestem przewrażliwiony na własnym punkcie, przyklejony do własnych uczuć i przekonań, mój świat składa się z wyobrażeń i oczekiwań. A to, niemal pewne, skończy się rozczarowaniem. Czego dziś było za dużo? W jakich sytuacjach? Jak się zachowałem? Podsumuj i jutro zaplanuj zmianę.

Krok szósty albo sześć: czego ci zabrakło?

Brak. Dojmujące poczucie pustki. Niewypełniona przestrzeń. Deficyt. Nie jest łatwo przyznać, że brakuje mi uwagi innych. W złości często wykrzyczałem miejsce, w którym tę uwagę miałem. Brak miłości i zainteresowania, brak satysfakcji, brak działania. Pewnie kilka jeszcze braków by się znalazło. Czym, w jaki sposób mogę uzupełnić te braki, powypełniać te przestrzenie?
Pewnie wielu będzie w stanie wypełnić te pustki Bogiem i modlitwą, inni mogą to zrobić pracą nad poprawą samooceny. Dla pozostałych to miłość będzie doskonałym wypełnieniem. Ważne bym zrobił to dziś. Bym zrobił sześć kroków do szczęścia. A jutro żebym je powtórzył.

Sześć kroków do szczęścia? Ja nie mam czasu.

dom-REHAB Prywatny dom terapeutycznyZnajdź ten czas! Sześć kroków do szczęścia to pewnie jakieś 50 minut (sprawdź ile dziś czasu spędziłeś przed ekranem smartfona…).
Jest jeszcze jedna, pewnie nie jedyna, cecha wspólna dla różnych zaburzeń i kryzysów: „boję się być szczęśliwy”. Jak można bać się szczęścia? – zapytacie.
Zatem zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś szczęśliwy. Pobądź chwilę z tym obrazem. A teraz powiedz, co czujesz? Nie lęk przypadkiem? I co ja teraz zrobię? A jeśli to wszystko stracę? Może lepiej nie być szczęśliwym?
Może lepiej. A może nie. A jak ty chcesz?
Pozdrawiam Robert Banasiewicz.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *