Opór i lęk przed zmianą. Dlaczego boimy się zmian? Poprzedni wpis Co nas jeszcze łączy? Sam... Następny wpis Wakacje. Zapisany obraz.

Dlaczego nie chcemy się zmieniać?

Podobno opór i lęk przed zmianą, to zachowania dominujące jeśli chodzi o leczenie uzależnień.

Klasyka gatunku.

John Enright to wszystko pięknie usystematyzował i opisał. Ze względu na powszechność występowania w sieci pięciu przeszkód powodujących opór w psychoterapii, ja sobie je daruję. Także ze względu na mój własny opór przed stosowaniem procedur i technik, podaruję sobie te cytaty. Ponieważ jednak, odnoszę się z wielkim szacunkiem do pracy pana Enrighta w obszarze oporu, często sięgam do tych opracowań.

Klasyka sobie, a życie sobie (?)

opór i lęk przed zmianą„Er” przyszedł do terapii jak wielu innych. Nie do końca z własnej woli. Własna wola, w przeciwieństwie do wolnej woli, bywa jedynie deklaracją. W tym miejscu – mój drogi czytelniku – należą ci się słowa wyjaśnienia. Myślę, że na początku należy przyjrzeć się tak zwanej dobrowolności uczestnictwa w terapii. Czy naprawdę ktokolwiek przychodzi z własnej woli? Z pewnością ludzie nie wpadają sami z siebie na pomysł: „oto nie mam za bardzo co robić, dlatego pójdę na terapię. A na tej terapii będę cierpiał i grzebał w swoim życiu, rozrywał rany, prawdopodobnie zarośnięte bliznami i przez kilka tygodni będę miał niestabilne samopoczucie”. Poza tym proces terapii, podobnie do życia w ogóle, jest absolutnie nieprzewidywalny. Bardzo często polega jedynie na wyobrażeniach o nim. Nawet jeśli nie jest to pierwsze podejście do terapii, to nadal w czasie jej trwania wszystko może się wydarzyć. I tutaj, godne uwagi jest pytanie: „z jakiego powodu poddaję się oddziaływaniom terapeutycznym?” Konia z rzędem temu, kto dlatego, że chce się leczyć.

No i „Er” także nie chciał się leczyć.

Mówił o tym, jednak robił coś nie całkiem leczącego. Początkowo owszem, ruchy miał niezłe. Wstawał, uczestniczył w sesjach, pisał prace i ogólnie był w poczuciu winy i skopania. W tym stanie potrafił wykrzesać z siebie sporo energii. Jednak im lepiej wyglądał, tym mniej się angażował. Z pewnością chciał nadal, jednak jak się okazuje, samo chcenie w leczeniu uzależnień nie wystarczy. Bo „Er” był uzależniony. Narkomania, alkoholizm, toksyczne związki, impulsywne zachowania, złość, miał wszystko co należy mieć, by zacząć działać.

Bezsprzecznie należało działać ale on właśnie przestawał, aż zatrzymał się w procesie zmiany. Miał jeszcze kilka zrywów, jednak już postępu w tym nie było. Zaczął wchodzić w konflikty, reagował złością. Szczególnie w momentach gdy spotykał się z ludźmi, którzy byli po terapii i jakoś sobie radzili w życiu. W przeciwieństwie do początkowego okresu, częściej bywał nieprzyjazny w tych relacjach. Opór i lęk przed zmianą.

Opór i lęk przed zmianą część następna.

„Jot” przyjechała zmotywowana do terapii. Wydawało się, że ma jasny i konkretny cel. W przeciwieństwie do „Er”, wierzyła w to, że może te cele osiągnąć. Wydawała się absolutnie ufać miejscu i prowadzącym proces terapeutyczny. W końcu deklarowała otwartość, uczciwość i gotowość do zmiany. Ponieważ te wszystkie deklaracje brzmiały bardzo wiarygodnie, należało założyć, że opór i lęk przed zmianą nie wystąpią. A jednak. „Jot” wiedziała coś, czego nie wiedzieliśmy my. Niestety do dziś nie wiem co to było.

Tak zwane przepracowanie oporu jest, w wielu miejscach internetowych otchłani, świetnie opisane. To zawsze dobrze wygląda i wydaje się możliwe do zrobienia. Jednak różnorodność osób poddających się terapii, bardzo często powoduje coś zupełnie innego.

„Jot”, podobnie jak „Er”, do samego końca uczestniczenia w terapii, prezentowała opór i lęk przed zmianą. Tylko forma była ciut inna. „Er” był ostentacyjny w zachowaniach i otwarcie mówił, że nie potrafi sobie wyobrazić tego, co będzie robił gdy już nie będzie ćpał. Natomiast „Jot”? Mam wrażenie, że do końca sama wierzyła w to, co mówiła na temat swoje dalszego życia w trzeźwości.

Przyłączenie do oporu.

Przyłączenie do oporu przyszło mi kiedyś do głowy, jako desperackie działanie w sytuacji gdy już wszystko zawiodło. Im bardziej próbowałem omówić motywację, problem, cel, akceptację miejsca i zespołu i poznać konkurencyjne, wobec terapii, cele człowieka, tym opór i lęk przed zmianą wydawały się narastać.

Zatem przyłączyłem się do tego oporu. Istotną metodą owego przyłączenia jest odzwierciedlenie. Ponieważ odzwierciedlenie ma różne formy, musiałem wymyślić swoją. Chodziło mi o pokazanie człowiekowi jego samego. Nie w sensie zachowań czy postaw, ale że w ogóle ON sam jest po prostu widzialny. „Widzę Cię, widzę Twój opór i lęk przed zmianą. To część Ciebie. Akceptuję go razem z Tobą. Rozumiem to. Jestem w stanie wyobrazić sobie jak bardzo się boisz. Też to kiedyś czułem. Aż podjąłem decyzję. Wtedy lęk minął, a opór zniknął. Wtedy zacząłem zmianę”. Oczywiście to nie jest sposób uniwersalny. Korzystam z niego gdy już wszystko inne zawiedzie. Ma jedną wadę: „nie działa natychmiastowo”. Z późniejszych relacji, z byłymi uczestnikami, dowiaduję się jak działa.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *