Lęk nasz powszedni – źródło depresji i uzależnień Poprzedni wpis Smartfon - wszyscy... Następny wpis Objawy depresji

Patologiczny obraz strachu… Strach jest dość racjonalnym uczuciem – pokazuje granice i strzeże naszego bezpieczeństwa. Lęk natomiast jest irracjonalny, bywa niebezpieczny, wypala duszę. Cierpimy na niego chyba wszyscy, często bez świadomości, bo objawia się niejednorodnie.

Lęk prowadzi często do depresji i uzależnienia

W uwikłaniu lękowym przebywają niezmiennie osoby przejawiające zaburzenia w obszarach uzależnienia, depresji czy mające inne zaburzenia zachowania lub nastroju. Jako społeczeństwo, jesteśmy zainfekowani strachem. Nic więc dziwnego, że w tak wielu przypadkach się on patologizuje. Ogólnie rzecz biorąc należy bać się wszystkiego: od bój się Boga, do bój się świata (który jest zły, podstępny a ludzie to hieny czyhające jedynie na żer…), bądź czujny i nie daj się złapać na ludzką dobroć. Nie okazuj tego co czujesz bo Cię zranią. Nie okazuj innych uczuć bo wykorzystają to przeciwko Tobie. Nie okazuj słabości, nie płacz, nie krzycz i w końcu nie bój się. Zaczynamy bać się okazywania strachu. Na portalach społecznościowych zamieszczane są sentencje i mementa, tworzące z obsesji lękowych powody do dumy. Brzmi to trochę paradoksalnie, jednak powoduje ogromne napięcie wewnętrzne. Paraliż emocjonalny uniemożliwia podjęcie decyzji.

Nowy element, a jednak stary

Po raz pierwszy od wielu dziesiątków lat, możemy, jako społeczeństwo, pozwolić sobie na zajęcie się problemem lęku i efektami jego działania. Na obecnym poziomie rozwoju gospodarczego i społecznego jest już nam tak dobrze znany, mamy tak dużo, że przyszedł czas by zająć się psychoterapią. To nie sarkazm, to refleksja na temat rzeczywistości. Poprzednie pokolenia nie miały czasu na terapię, bo i kiedy? W czasie pierwszej wojny? Pomiędzy wojnami? W czasie drugiej wojny? W czasie komuny? W czasie przebudowy? Nie. Wtedy należało zabezpieczyć inne, ważniejsze potrzeby. Choćby tę najpierwszą, potrzebę przeżycia, przetrwania. A później trzeba było coś włożyć do garnka, zarobić na chleb, na samochód, na mieszkanie, posprzątać i pomalować ten nasz świat. Teraz możemy położyć się na kozetce u psychoterapeuty. A tam? Strach. Niekoniecznie mój osobisty, może być mojej mamy czy mojego taty, a może jeszcze czyjś dalszy… Trudno dociec, gdyż na tej kozetce często zajmuję się nie tym czym należy. Najczęstszym obiektem moich zainteresowań – jako pacjenta – jest niestety objaw, który urasta do rangi choroby i staje się chorobą. Utożsamiam się chorobą i…staję się nią. I tak w kółko. Jak mam wyjść z obszaru choroby kiedy nią jestem? Więcej, właśnie my, terapeuci na tych kozetkach każemy naszym pacjentom utożsamiać się z tymi chorobami, a właściwie z diagnozami.

Utrwalanie lęków - tworzenie wizji
żródło: demotywatory.pl

Lęk powoduje zmiany w obszarze "ja"

Rzut oka na szerszy kontekst

Wokół coraz więcej diagnoz i leków na diagnozy. Nikt nie wyjdzie z gabinetu psycho-coś-tam bez zgrabnego skrótu określającego co mu dolega (ADHD, CHAD, LSR, PCK, CPN- i inne „cuda”). Jednak te wszystkie orzeczenia stwierdzają jedynie na co możemy umrzeć lub co nam może dolegać, na co możemy cierpieć. I lęk: co dalej? Do każdej diagnozy jest oczywiście odpowiednia tabletka, działająca natychmiast – by nie czuć lęku. Początkowa ulga nie przynosi trwałych zmian. Zmian na lepsze. Najczęściej potrzeba coraz więcej tabletek a efekt i tak jest opłakany. Jak i gdzie znaleźć rozwiązanie tej sytuacji? To nie jest proste. Obecnie obowiązujący system stwierdza, że każda diagnoza to zupełnie inna choroba a każda z tych chorób wymaga innego leczenia. Same słowa: choroba i leczenie to sugestie, że pozbycie się problemu to tylko kwestia czasu.

Doświadczenie terapeuty

Moja praca z osobami, których zaburzenia objawiają się nadużywaniem substancji psychoaktywnych, bądź zachowaniami destrukcyjnymi a także innymi zaburzeniami zachowania, skutkującymi obniżaniem jakości ich życia (ucieczki z domu, pobyty w izbach zatrzymań, porzucenia szkoły, samookaleczenia) to kopalnia doświadczeń. Ludzie ci wykazują ogrom samozaparcia w osiąganiu celów terapeutycznych. Ten wysiłek powoduje w nich uczucie zadowolenia i budzi nadzieję. Jednak spotykam się z ogromną trudnością w utrzymaniu przez nich – osiągniętego w procesie terapeutycznym – dobrostanu. Najogólniej rzecz ujmując, pacjenci (bardzo wielu z nich) utrzymują zdrowy tryb życia jedynie w placówkach terapeutycznych. I stale zadaję sobie pytanie: czemu tak się dzieje? Być może ja terapeuta zajmuję się nie tym, czym należy. Zresztą, im dłużej pracuję w obszarze terapii, tym mniej mam pewności tego co leczy w psychoterapii? (TUiW, 5/2013, str. 17). Być może, zamiast grzebać w rozlicznych „kupkach”, oznaczonych diagnozami:

  1. alkoholizm,
  2. narkomania a w niej uzależnienie od:
    1. kanabinoli,
    2. opiatów,
    3. psychostymulantów,
    4. dopalaczy,
    5. substancji wziewnych,
    6. substancji halucynogennych,
  3. hazard,
  4. lekomania,
  5. infoholizm a w nim uzależnienie od:
    1. komputera i internetu,
    2. portali społecznościowych,
    3. gier sieciowych czasu rzeczywistego,
    4. smartfonów,
  6. samookaleczenia,
  7. depresja,
  8. zakupoholizm,
  9. seksoholizm,
  10. pracoholizm.

Należy zająć się LĘKIEM? Jak? Poprzez oswajanie go.

Tworzenie sytuacji lękowych

Jaka jest rzeczywistość

Jednak wymienione powyżej objawy powodują powoływanie coraz to nowych, doskonale wyspecjalizowanych „komórek” i „biur do spraw”. Naturalnie instytucje te powołują się na przeprowadzone przez siebie badania empiryczne i dane statystyczne. Mają swoich piewców, specjalistów medialnych, popierających jedynie słuszne teorie, metody i narzędzia rozwiązywania w/w problemów. Są to dość silne środowiska. Niestety. Uważam, że bardzo trudno jest unikać odczuwania lęku jedynie na bazie edukacji i tresury behawioralno-poznawczej. Oczywiście rozumiem, że jest to działanie szalenie wygodne, jednak czy skuteczne? Naturalnie znam stanowiska ogromnej rzeszy zwolenników twierdzących, że skoro uznani myśliciele i teoretycy postanowili, iż jest to metoda najlepsza, należy ją praktykować. A swobodne myślenie? Przypominam, że przed laty inni (a może ci sami?) teoretycy przedmiotu głosili skuteczność elektrowstrząsów i terapii awersyjnej dla alkoholików., Jeszcze wcześniej natomiast uznawali, że alkoholizm jest zjawiskiem beznadziejnym. Gdzie bylibyśmy dziś, gdyby to im pozostawiono decyzje ostateczne?

Osamotnienie, lęk, odrzucenie i depresjaPowracające pytanie „Jak?”

Ale powróćmy do lęku. Najczęstszy jest lęk przed oceną i odrzuceniem. Nasze życie od samego początku podlega ocenie, jednak nie wszyscy lądują w specjalistycznych klinikach leczenia „czegoś”. Pierwszymi oceniającymi nas są nasi rodzice. Z lęku przed złą oceną mamy i taty, staramy się zapracować na ich miłość oraz przypodobać się im. Spełniamy ich oczekiwania wobec nas. Ukrywamy prawdę o naszych uczuciach, próbujemy stać się tacy sami bądź postanawiamy nigdy tacy nie być. Kompletnie gubimy z oczu cel naszego życia i jego sens. Nie nabywamy tożsamości podstawowych (ja człowiek, ja mężczyzna, ja kobieta, ja…), zaburzają się relacje interpersonalne i relacje ze sobą. Nie wiemy w jakiej jesteśmy relacji, nie wiemy co czujemy, nie wiemy czego chcemy. Oswajanie lęku i zamiana z nieracjonalności w racjonalny strach, to w moim odczuciu prawidłowy kierunek terapii. Zadaniem moich pacjentów jest dbanie o prawidłową relację ich ze sobą samym oraz ze światem ich otaczającym. Ciągła świadomość, ciągle sprawdzana. Zaczynam od uświadamiania, jakie mają relacje ze swoimi rodzicami. Czy jest tam szacunek i miłość. Nie z powodu ich czynów, a samego faktu istnienia. Mama i Tato. Dwie najważniejsze osoby w życiu każdego człowieka. Co pacjenci czują wobec nich? W jakiej są relacji? Co od nich przejmą? Czy swoje życie – by zadbać o nie tak, by stało się powodem do dumy, szacunku dla siebie? Czy pozwolą sobie na kochanie Taty i kochanie Mamy? Czy odkryją, że mają oboje rodziców? Właściwych rodziców? Najlepszych. Ta kobieta i ten mężczyzna. Ona zrobiła z niego ojca, on zrobił z niej matkę. Zrozumienie, że dziecko będące życiem, któremu dali początek nie musi ukrywać przed rodzicami swojej miłości do nich a także ma prawo tej miłości oczekiwać, to pierwszy krok ku oswojeniu lęków. Pragnienie miłości – jej okazywanie i oczekiwanie to szansa na świadomą tożsamość. Zrobienie we własnym sercu miejsca dla obojga rodziców i dla ich rodziców to wejście w relacje, które nadają sens życiu i wszystkiemu co w nim istotne. W myśl motta: „Jestem tym co robię”. Nie muszę się karać. Jestem wolny.

Manifest

Taka praca wymaga, za Yalomem, stworzenia dla każdego pacjenta nowego nurtu psychoterapii, nie trzymania się utartych przekonań i jedynie słusznych wyników empirycznych badań. Żeby oswoić swój lęk, każdy z pacjentów musi wyjść z obszaru swoich własnych przekonań o sobie i innych, o tym co się da, a czego się nie da zrobić, co potrafi, a czego nie, co mu wmawiano. Diagnoza nie ma znaczenia. Moja diagnoza, to uwolnienie od werdyktów, które ją definiują. Trzeba szukać człowieka. Ja poszukam.