Przejdź do treści

Zdrowienie. Historia prawdziwa 1. Ja

Zdrowienie. Historia prawdziwa. Ja

Zdrowienie. Historia prawdziwa. Ja

Wstęp: Wszystko zaczyna się od świadomości.

Nazywam się Robert Banasiewicz i jestem wszystkoholikiem.

Ta świadomość, tak jasno i dosadnie sformułowana, była punktem zwrotnym w moim życiu. Chociaż nie pierwszym i nie ostatnim to jednak dość ważnym punktem. To właśnie wtedy, 27 lat temu, rozpoczęła się moja podróż ku zdrowieniu, która trwa nieprzerwanie do dziś. Bycie wszystkoholikiem, posiadanie nałogowej osobowości, to stan, który będzie mi towarzyszył przez całe życie. Najważniejsze zadanie, jakie sobie postawiłem, to nauczyć się żyć z tymi cechami. Żyć w zgodzie ze sobą, napisać szczegółową instrukcję obsługi samego siebie, ponieważ, choć w wielu obszarach jestem podobny do innych, niektóre rzeczy działają u mnie trochę inaczej.

Moja historia nie zaczyna się w chwili, gdy zdałem sobie sprawę, z czym mam problem. Wielokrotnie próbowałem zrozumieć, dlaczego wpadam w różne kryzysy, dlaczego tak trudno mi kontrolować swoje życie. Pierwszym krokiem było uznanie, że potrzebuję pomocy. Odwiedziłem specjalistów, terapeutów, uczęszczałem na grupy wsparcia, gdzie spotkałem ludzi z podobnymi problemami. Każdy z nas miał swoją unikalną historię, ale łączyło nas jedno – chęć zmiany i pragnienie zdrowienia.

Droga do zdrowienia

Na początku mojej drogi spotkałem wielu ludzi, którzy byli dla mnie ogromnym wsparciem. Terapeuci, którzy potrafili zadawać trudne pytania, przyjaciele, którzy nie oceniali, a jedynie słuchali, oraz rodzina, która mimo wielu trudnych chwil, była ze mną. Wszystkie te osoby odegrały kluczową rolę w moim zdrowieniu. Jednak to, co najbardziej pomogło, to zrozumienie, że zdrowienie to proces, nie cel.

Jednym z najważniejszych narzędzi w moim zdrowieniu była modlitwa z XI kroku AA. Pomagała mi ona zapanować nad stresem i lękiem, które często były wyzwalaczami moich nałogów. Zacząłem także pisać dziennik, w którym notowałem swoje myśli, uczucia i postępy. Było to dla mnie niezwykle ratujące i pozwalało spojrzeć na siebie z dystansu.

Codzienność z nałogową osobowością

Życie z nałogową osobowością to ciągłe balansowanie. Nawet po wielu latach zdrowienia zdarzają się dni, kiedy czuję się bardziej podatny na pokusy. Dlatego ważne jest, aby mieć świadomość swoich słabości i unikać sytuacji, które mogą prowadzić do nawrotu. Z czasem nauczyłem się rozpoznawać sygnały ostrzegawcze i reagować na nie odpowiednio wcześnie.

Dziś mogę powiedzieć, że jestem dumny z drogi, którą przeszedłem. Moje życie nie jest idealne, ale nauczyłem się żyć w zgodzie ze sobą i swoimi ograniczeniami. Każdy dzień jest nową szansą na to, aby być lepszym człowiekiem, aby dbać o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne.

Moja historia to nie tylko opowieść o walce z substancjami, ale przede wszystkim o odkrywaniu samego siebie. O tym, jak ważna jest akceptacja siebie takim, jakim się jest, ze wszystkimi wadami i zaletami. To opowieść o sile ludzkiego ducha i o tym, że nigdy nie jest za późno, aby zmienić swoje życie.

Dzieciństwo: Korzenie mojego „wszystkoholizmu”

30 lipca 1967 moja mam urodziła mnie w bólach. Jakoś to była niedziela. Już dobrze nie wróżyło, a to zaledwie początek. Dorastałem w stosunkowo dużym mieście, w rodzinie bez ojca. Oczywiście, gdzieś był, ale ja nie wiedziałem, gdzie. W związku z tym wolałem myśleć, że go po prostu nie ma. Już jako dziecko zauważałem, że mam w sobie coś, co wyróżnia mnie na tle rówieśników – nieustające, dojmujące poczucie osamotnienia, intensywność doznań, pragnienie doświadczania wszystkiego naraz, w krótkim czasie.

Szkoły nie znosiłem organicznie. Z trudem przechodziłem z klasy do klasy, rzadko znajdując spokój. Moja mama była chyba częściej w mojej szkole niż ja.  Ciągle zabiegałem o uwagę i akceptację. Chciałem przynależeć, być częścią grupy. Jednocześnie ciągle krzyczałem, że: „nikogo nie potrzebuję”, „dajcie mi spokój, sam sobie poradzę, nie zależy mi na waszym zdaniu o mnie”. Moje zachowanie często było sprzeczne. Z jednej strony pragnąłem akceptacji i bliskości innych ludzi, z drugiej – obawiałem się odrzucenia, dlatego wolałem trzymać dystans i udawać, że nikogo nie potrzebuję. Ta wewnętrzna sprzeczność prowadziła do jeszcze większego chaosu w moim życiu emocjonalnym.

Młodość: Szukanie ucieczki i pierwsze oznaki problemów

W okresie nastoletnim moje pragnienia i intensywności stały się jeszcze bardziej wyraziste. Był to czas odkrywania siebie, ale także ucieczek. Alkohol, papierosy, później inne narkotyki stały się moim sposobem na chwilowe wyciszenie, na ukojenie tej nieskończonej potrzeby odczuwania. Przerwana szkoła już niepodjęta do 34 roku życia, brak celów i planów, a najbardziej intensywny brak sensu życia. Po osiągnięciu masy krytycznej jazda w dół była już bardzo gwałtowna. Wokoło śmierć młodych pięknych ludzi. Każdy z nich mógł zmienić świat. Ale nie zmienił. Niczego nie zmieniliśmy.

Był to czas pełen niepokoju, niepewności i poszukiwań. Chciałem odnaleźć siebie, zrozumieć swoje miejsce w świecie, ale jednocześnie uciec od rzeczywistości, która wydawała mi się zbyt trudna do zniesienia.

Narkotyki stały się moim kolejnym krokiem. Każde kolejne doświadczenie wprowadzało mnie w stan, w którym mogłem, choć na chwilę zapomnieć o bólu i niepewności, które mnie dręczyły.

Szkoła i śmierć

Przerwanie szkoły było jednym z najpoważniejszych skutków mojego stylu życia. Brakowało mi motywacji, celu i planów na przyszłość. Każdy dzień wydawał się pozbawiony sensu, a perspektywa podjęcia jakichkolwiek działań wydawała się bezcelowa. Żyłem z dnia na dzień, nie myśląc o konsekwencjach. Dopiero w wieku 34 lat zdałem sobie sprawę, jak wiele straciłem i jak wiele mogłem osiągnąć, gdybym podjął inne decyzje.

Najtrudniejszym aspektem tamtych lat była jednak śmierć moich rówieśników. Wielu z nich, podobnie jak ja, szukało ucieczki w alkoholu i narkotykach. Byli to młodzi, piękni ludzie, pełni potencjału i marzeń. Każdy z nich miał w sobie coś wyjątkowego, coś, co mogło zmienić świat na lepsze. Niestety, ich życie skończyło się zbyt wcześnie, a marzenia pozostały niespełnione. Ich śmierć była dla mnie bolesnym przypomnieniem, że nasze wybory mają realne konsekwencje.

Gdy patrzę wstecz, widzę, jak wiele straciliśmy. Każdy z nas miał w sobie potencjał, by dokonać wielkich rzeczy, ale nasza młodość była zbyt chaotyczna, zbyt pełna bólu i poszukiwań ucieczki. Nasze działania nie zmieniły świata, jak tego pragnęliśmy. Zamiast tego, straciliśmy coś, co mogło być piękne i pełne sensu.

Dziś wiem, że mimo trudnych doświadczeń, każde z nich miało swoje znaczenie. Ukształtowały mnie jako człowieka i nauczyły cenić życie oraz jego wartość. Choć niczego nie zmieniliśmy, nauczyliśmy się wiele o sobie i o świecie, w którym żyjemy. I może to jest właśnie nasza największa lekcja – świadomość, że każda decyzja ma znaczenie, a życie jest zbyt cenne, by je marnować.

Muzyka to był mój ratunek

Muzyka była moją ucieczką, moim azylem. To dzięki niej mogłem, choć na chwilę zapomnieć o codziennych troskach i poczuciu, że nie pasuję do reszty. Gramofon w domu, odziedziczony po starszej siostrze, muzyka bardzo różna, bo z dostępnością wtedy było słabo.– to było moje antidotum na rzeczywistość. Zawsze słuchałem czegoś innego niż moi rówieśnicy. To pozwalało mi przetrwać każdy lęk. A ten towarzyszył mi ciągle. Był ze mną odkąd pamiętam i w każdym miejscu. Muzyka koiła ten lęk.

W dzieciństwie brakowało mi stabilizacji. Nie miałem wzoru do naśladowania, kogoś, kto mógłby mnie prowadzić przez życie i pomagać w trudnych chwilach. To sprawiało, że czułem się zagubiony i samotny. Wszystkie te doświadczenia wpłynęły na moje późniejsze życie, kształtując moje podejście do świata i relacji międzyludzkich.

Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!

Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.

Pierwsze kroki ku zdrowieniu: Odkrycie prawdy o sobie

Punktem przełomowym w moim życiu było kolejne przedawkowanie i kolejny pobyt na oddziale intensywnej terapii w Krakowie. Po tym incydencie wyjechałem na kolejną terapię, tym razem daleko od domu. Spędziłem tam 9 miesięcy, starając się zmienić swoje życie, ale na koniec spotkał mnie ogromny szok – znów mnie wyrzucili. Społeczność, w której przebywałem, podjęła decyzję o usunięciu mnie spośród siebie, uznając, że stanowiłem zagrożenie dla ich porządku, który ustalili, aby wzrastać i się rozwijać.

To wydarzenie było momentem przebudzenia. Zrozumiałem, że problem nie tkwił wyłącznie w substancjach, które używałem. Przecież od 9 miesięcy byłem czysty, nie brałem narkotyków, nie piłem alkoholu. Mimo to nadal coś było nie tak. Uświadomiłem sobie, że byłem wszystkoholikiem, że moja osobowość była nałogowa. To odkrycie zmieniło moje podejście do siebie samego.

Skumałem, że ja nie mam problemu z narkotykami, ja mam problem bez narkotyków. To był „świt”.

Zdrowienie. Historia prawdziwa. Ja

Proces zdrowienia: Nauka życia ze sobą

Od momentu tych odkryć, rozpoczęła się moja długa i trudna droga ku zdrowieniu. To nie jest coś, co można osiągnąć w ciągu kilku dni czy miesięcy – to proces, który trwa całe życie. Pierwszym krokiem było zaakceptowanie siebie takim, jakim jestem. Zrozumienie, że nie mogę zmienić swojej osobowości, ale mogę nauczyć się z nią żyć. Kluczowym elementem tego procesu była bezsilność, czyli zrozumienie, że sytuacja, w której się znalazłem obecnie, wynika z podjętych przeze mnie decyzji.

Często podejmuję decyzje, których później żałuję i za które muszę przepraszać. Te decyzje nie tylko wpływają na moje życie, ale również na życie moich bliskich, dając im powody do zmartwień. Zrozumienie, że muszę zmienić ten schemat, było fundamentalnym krokiem w mojej drodze ku zdrowieniu.

Jednak sam nie potrafiłem dokonać tych zmian. Zrozumiałem, że muszę oddać swoje życie pod opiekę siły większej niż ja. Dzięki temu mogę odzyskać kontrolę nad swoim życiem i stopniowo naprawiać relacje z bliskimi oraz dążyć do wewnętrznego spokoju.

Proces zdrowienia nauczył mnie, że nie chodzi tylko o fizyczne czy psychiczne uzdrowienie, ale przede wszystkim o naukę życia w harmonii z sobą samym. To codzienna praca nad sobą, akceptacja swoich błędów i dążenie do bycia lepszym człowiekiem, zarówno dla siebie, jak i dla innych. Zdrowienie to droga, którą muszę przejść każdego dnia, ucząc się i rozwijając w miłości do siebie i otaczającego mnie świata.

Wyzwania codziennego życia: Każdy dzień jest nową nauką

Życie ze świadomością swojej nałogowej osobowości wymaga codziennej pracy. Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, nową walkę z pokusami, pragnieniami oraz z samym sobą. Każda chwila staje się polem bitwy, gdzie świadomość i samokontrola odgrywają kluczową rolę. Właśnie dlatego tak ważne jest, aby podejść do siebie z wyrozumiałością, ale jednocześnie surowością. Ta równowaga między samodyscypliną a samowspółczuciem jest niezbędna, by móc funkcjonować zdrowo i świadomie.

Nauczyłem się, że muszę znać swoje granice i pilnować, bym ich nie przekraczał. Samopoznanie i samoświadomość to fundamenty, na których opieram swoje codzienne działania. Kluczem do utrzymania zdrowia psychicznego i fizycznego jest dla mnie konsekwentne przestrzeganie zasad, które sam sobie wyznaczyłem.

Instrukcja obsługi siebie samego

Jednym z najważniejszych elementów mojego zdrowienia było stworzenie „instrukcji obsługi” samego siebie. To zbiór zasad, które pomagają mi funkcjonować na co dzień i stanowią swoisty kompas, gdy tracę orientację. Na przykład, wiem, że muszę unikać sytuacji, które mogą wywołać u mnie silne emocje, ponieważ te emocje mogą prowadzić do nałogowych zachowań. Zrozumiałem, że stabilność i regularność są dla mnie kluczowe. Chaos i nieprzewidywalność mogą być dla mnie destrukcyjne, dlatego staram się dbać o stały rytm dnia, regularne posiłki, odpowiednią ilość snu oraz czas na relaks i refleksję.

Unikanie ryzykownych sytuacji to nie tylko kwestia fizycznej obecności, ale także świadome zarządzanie myślami i emocjami. Wprowadzając te zasady do swojego życia, zyskałem większą kontrolę nad swoimi działaniami i reakcjami. Codziennie uczę się czegoś nowego o sobie, swoich ograniczeniach, ale też o swojej sile i możliwościach. Każdy dzień staje się okazją do nauki i rozwoju, krokiem na drodze do zdrowia i równowagi.

Terapia i pomoc innym: Dzielenie się swoją historią

Decyzja o pracy terapeutycznej przyszła jakby spoza mnie. Najpierw pracowałem z uzależnionymi jako instruktor zajęciowy. Budowaliśmy kurniki i chlewnie w ośrodku terapeutycznym. Mój ówczesny kierownik przyszedł do mnie i zapytał, czy myślałem o tym, żeby pójść „na górę”. Na górę oznaczało do zespołu terapeutów. Mówiłem mu, Krzysiek ja tam nie pasuję, oni mnie nie szanują. On mi na to nie szanują cię, bo nie jesteś terapeutą. No i poszło. Nie, że łatwo i szybko. Było długo i trudno. Należało uzupełnić studia do stopnia magistra, przejść proces certyfikacji i ogarnąć w tym czasie swoje życie.

Pedagogika była dla mnie nie tylko sposobem na zdobycie wiedzy, ale także narzędziem do zrozumienia siebie i innych. Studia to jeden z najważniejszych okresów w moim życiu, mimo że czas studiowania przypadł na dość późny okres mojego życia. Właściwie, wszystko przypadło na późny okres mojego życia. Obudziłem się jako 30-letni mężczyzna, a gdy zdałem maturę, miałem jakieś 34 lata. Od tego czasu stale kształciłem się na różnych uczelniach, włącznie z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim (KUL).

Zrozumiałem, jak ważne jest, aby każdy człowiek miał kogoś, kto go rozumie i wspiera. To, czego nauczyłem się jako pedagog, wykorzystuję również w terapii. Lubię myśleć o sobie jako o psychoterapeucie. Edukacja stała się dla mnie źródłem inspiracji i narzędziem do radzenia sobie z własnymi trudnościami. Przez naukę i pracę z innymi ludźmi, zyskałem nowe perspektywy i umiejętności, które pomagają mi w zdrowieniu. Wierzę, że każda osoba zasługuje na wsparcie i zrozumienie, a pedagogika może być kluczem do odkrywania tego wsparcia w sobie i w innych.

Historia moja to dowód

Mogę o tym opowiedzieć i pokazać innym, że się da. Moja historia jest dowodem na to, że każdy może zmienić swoje życie dowolnie w dowolnym momencie i że jest wystarczająco dobry. Chcę, aby każdy, kto przechodzi przez trudne chwile, zrozumiał, że nie jest sam i że istnieje nadzieja. Poprzez terapię i wsparcie, mogę pomóc ludziom odnaleźć tę nadzieję w sobie.

Każdy zasługuje na drugą szansę i na życie, które przynosi radość i spełnienie. Każdy jest wystarczająco silny, aby przezwyciężyć swoje trudności i odnaleźć nową drogę. Moim celem jako terapeuty jest przypominać o tym każdej osobie, z którą pracuję. Chcę, aby uwierzyli w siebie i w swoje możliwości. Ja w nich wierzę.

Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!

Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.

Rodzina: Moje wsparcie i motywacja

Moja rodzina odgrywa kluczową rolę w moim zdrowieniu, a ich obecność jest nieoceniona w każdej chwili mojego życia. Żona jest dla mnie największym wsparciem i motywacją. Jej nieustanne wsparcie i zrozumienie pomagają mi stawić czoła wszelkim przeciwnościom, które napotykam na swojej drodze.

Wielokrotnie wskazywała mi rozwiązania, których ja sam nie byłem w stanie dostrzec. Jej intuicja i zdolność do zauważania szczegółów, które mi umykają, są dla mnie nieocenione. Często zdarza się, że kiedy czuję się zniechęcony i chcę się wycofać, to właśnie ona powstrzymuje mnie przed poddaniem się. Jej determinacja i wiara w moje możliwości dają mi siłę, której sam czasem nie potrafię w sobie odnaleźć.

Żona wie o wszystkich moich trudnościach i zawsze jest przy mnie, gotowa pomóc w najtrudniejszych chwilach. Jej wsparcie jest nie tylko emocjonalne, ale także praktyczne. Dzięki niej mam siłę, by codziennie wstawać rano i ogarniać życie, zwłaszcza wtedy, gdy mi się nie chce. Jej obecność dodaje mi energii i motywacji do działania, nawet w najcięższe dni. Wspiera moje zdrowienie.

dom-REHAB powstał dzięki Gosi

To właśnie dzięki niej powstał dom-REHAB, który stał się miejscem mojej regeneracji i odnowy. Jej wizja i determinacja były motorem napędowym tego projektu. Zainspirowała mnie do stworzenia przestrzeni, gdzie mogę pracować nad swoim zdrowiem i samopoczuciem. Jej wsparcie i wiara w powodzenie tego przedsięwzięcia były kluczowe dla jego realizacji.

Moja żona nie tylko wspiera mnie w codziennym życiu, ale także motywuje do nieustannego rozwoju i pokonywania własnych ograniczeń. Jej obecność i miłość są dla mnie bezcenne. Dzięki niej wiem, że nawet najtrudniejsze chwile można przezwyciężyć, a każdy dzień przynosi nowe możliwości i nadzieję na lepsze jutro.

Podsumowując, moja rodzina, a szczególnie żona, jest fundamentem mojego zdrowienia i motorem napędowym mojej motywacji. Bez jej wsparcia i inspiracji, nie byłbym w stanie osiągnąć tego, co do tej pory udało mi się zrealizować. Jej miłość i wiara w moje możliwości są dla mnie największym darem, za który jestem niezmiernie wdzięczny.

Wystarczająco dobry

Gdy spojrzę wstecz na te 27 lat, widzę nie tylko trudności i upadki, ale także mnóstwo małych i dużych sukcesów. Każdy dzień był dla mnie nową lekcją, często bolesną, ale zawsze pełną nauki i doświadczeń. Przez te lata nauczyłem się, że zdrowienie nie jest prostą, liniową drogą. To raczej kręta ścieżka pełna wzlotów i upadków, wymagająca od nas cierpliwości i wytrwałości.

Bycie wszystkoholikiem oznacza dla mnie, że muszę walczyć z wieloma nałogami i uzależnieniami jednocześnie. Oznacza to, że muszę nieustannie pracować nad sobą, aby nie ulec pokusom, które mogą mnie zniszczyć. Ale to także oznacza, że każdego dnia mam okazję do bycia lepszym, do rozwoju i do stawania się silniejszym. Akceptacja siebie, zrozumienie swoich słabości i umiejętność radzenia sobie z nimi są kluczowe na tej drodze.

Każdy idzie swoją drogą

Moja podróż trwa i będzie trwać. Każdy z nas ma swoją własną drogę do przejścia. Ale żeby przejść, najpierw trzeba wyjść. Trzeba ruszyć, podnieść się z kanapy. Dokonać cudu. Bo cud to jest skrót: Czas Unieść Dupę. Każdy może dokonać cudu. A właściwie wielu cudów.

Moja historia to opowieść o smutku samotności bólu i cierpieniu. To powieść o rezygnacji i wzrastaniu. Chciałbym wysłać w świat sygnał, że każdy może zmienić swoje życie dowolnie w dowolnym momencie. Każdy. Ty też. Jesteś wystarczająco dobry. Bądź zdrów.

Pozdrawiam. Robert Banasiewicz. Ośrodek terapii uzależnień dom-REHAB.

Przeczytaj inne historie prawdziwe.

Samopolecajki

W tym miejscu kilka moich samopolecajek:

Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.

Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.

Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.

Wspieraj Autora na Patronite

A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę.  Kliknij przycisk Suppi.

Zdrowienie. Historia prawdziwa 1. Ja button

Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.

10 komentarzy do “Zdrowienie. Historia prawdziwa 1. Ja”

  1. Bardzo dziękuję Robercie za szczerość. Doceniam, że dzielisz się swoją historią przez co udaje Ci się tchnąć wiarę w tych, którzy pogubili się w życiu lub nawet postawili już na sobie krzyżyk.
    Ty, jako człowiek, oraz stworzony przez Ciebie i Twoją wspaniałą żonę Dom, to punkt zwrotny w życiu mojej rodziny.
    Bądź zdrów!

    1. Robert Banasiewicz

      Z serca dziękuje za Twój komentarz Ewa. To takie pomocne. Każdy komentarz ma wielką moc. Dziękuję. Pozdrów ode mnie J.

  2. Dziękuję Robercie za Twą Prawdziwą Historię. Jest inspirująca. Ale to nie tylko to. Bo mając także doświadczenie z Dom-Rehab i Twoją metodą terapii, czytając tę historię, widzę pełniej osobę, której zaufałam i która jest Ojcem Chrzestnym mojego nowego życia. Jesteś pierwszą osobą w moim całym życiu, która powiedziała do mnie „jesteś wystarczająca” i pierwszą, od której usłyszałam „Jak ty sobie poradziłaś Asiu?”.
    I wiem już skąd to zaufanie. Z prawdziwości Twojej historii, Twoich doświadczeń, Ciebie Robercie.
    Dziękuję 🫶

    1. Robert Banasiewicz

      Dziękuje za komentarz Asiu. Z przyjemnością obserwuję Twoje Nowe Życie. To dobre życie. Bądź zdrowa.

    1. Robert Banasiewicz

      Bardzo proszę. No i oczywiście bardzo dziękuje za komentarz i zapraszam do czytania innych opowieści.

  3. Nigdy nie musiałam uczyć się obsługiwania siebie. To mi najbardziej zaimponowało w Twojej historii.Podziwiam upór i determinację . Podziwiam uważność Twoją na swoje instynkty i zachowania. I to każdego dnia?!
    Często się słyszy:” temu to się udało”, albo ” ten to ma szczęście ” nic nie wiedząc o drugim człowieku…
    Jedno jest pewne: jesteś autorytetem w naszym domu. A Twój życiorys inspiracją. I nikt nie odważy się powiedzieć, że ” temu to się udało”.
    Pozdrawiam serdecznie Gosię. Ona inspiruje Ciebie, Ty nas. Taki łańcuszek…
    Bądźcie zdrowi.

    1. Robert Banasiewicz

      O to chodzi Aldi. Też nie przyjmuje „udania się”. Wynik taki czy inny jest zawsze skutkiem bardzo konkretnych działań bądź braku bardzo konkretnych działań. To nie jest pech ani fart. Praca przynosi efekt. Każda praca. Dziękuję za komentarz.
      A jak to jest u was?

  4. Dziękuje za Twoja historie. Myślę, że mógłby być z tego naprawdę ciekawy film, pod warunkiem, że sam byś zagrał główną role 😉 A tak na poważnie, bardzo inspirująca

    1. Robert Banasiewicz

      Dzięki Michał. Hyhyhyhyhyhyyyyyy musiałaby być poważna charakteryzacja, żeby mnie odmłodzić. Bądź zdrów. Dziękuje za komentarz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się do newslettera

Zostawiając swój adres e-mail, na bieżąco otrzymujesz wszystkie nowości, które pojawią się na naszej stronie.

dom-REHAB Robert Banasiewicz © 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności. Realizacja: Michał Ziółkowski.