Przejdź do treści

Ośrodek terapii uzależnień. Moje 56 dni w Rehabie, cz. 1

ośrodek terapii uzależnień. moje 56 dni, cz. 1

Ośrodek terapii uzależnień. Moje 56 dni w Rehabie, cz. 1

Historia oparta na faktach

– Robert Banasiewicz, dom-REHAB słucham – najczęściej w ten sposób odbieram połączenie.

– Halo, dzień dobry – niepewny głos w telefonie – chciałbym podjąć terapię, jestem uzależniony.

– Ok, proszę mi o sobie coś więcej opowiedzieć – staram się jakoś obniżyć napięcie w człowieku. Przecież wiem jak to jest kiedy świat wali się na głowę. Zawalił mi sie wszak wielokrotnie. Lęk, niepewność, brak nadziei, kompletna degrengolaga emocjonalna. No masakra jednym słowem. Mężczyzna w słuchawce opowiedział mi kilka kluczowych, ostatnich dni. Znam te opowieści…

– Ja przyjmuje na 8 tygodni – podsumowuję. Chwilę trwa cisza…

– Myślałem raczej o dwóch tygodniach – mówi w końcu on.

– Rozumiem, ale ja prowadzę terapię przez 56 dni i to jako proces podstawowy – mówię ja i już wiem, że „jeszcze się zastanowi”.

– To ja jeszcze się zastanowię – mówi Pan.

– Ok, rozumiem, pozdrawiam i życzę duzo zdrowia.

Historia, którą opisuję poniżej odpowiada na pytanie: „dlaczego 8 tygodni?”

Ośrodek terapii uzależnień. Moje 56 dni w Rehabie-dziennik, cz. 1

Dzień 1 – (niedziela) – Początek nowej drogi

Do Rehabu przyjechałem w niedzielę. Kiedy przekroczyłem próg domu-REHAB, czułem mieszankę lęku, niepewności i odrobiny nadziei. Przyjmował mnie Robert Banasiewicz, właściciel i terapeuta, przywitał mnie ciepłym uśmiechem i pewnym uściskiem dłoni. Znałem go tylko z opowieści, podcastów i filmów na YouTube, ale od razu poczułem, że mogę mu zaufać. Najpierw formalności: umowa, kontrakt, pytania i odpowiedzi. Później była „przyjęciówka”. Wszyscy mi się przedstawili a ja opowiedziałem im coś o sobie. Nie bardzo pamiętam co. Otrzymałem „Przewodnik domu-REHAB”, taki spory zeszyt do pracy własnej. Nic z niego nie zrozumiałem, ale poczytam — pomyślałem. Dowiedziałem się z kim i gdzie będę mieszkał, przeszukanie rzeczy, oprowadzenie po domu i ogólnie szok.  Wiedziałem, że to będzie ciężka podróż, ale byłem gotów spróbować.

Dzień 2 – Pierwsze spotkanie grupowe

Nie było łatwo otworzyć się przed obcymi ludźmi. Grupa liczyła dziesięć osób, każda z własnymi historiami i problemami. Robert rozpoczął sesję od pytania, co nas sprowadziło do REHAB-u. Kiedy przyszła moja kolej, czułem, że serce bije mi mocniej. Opowiedziałem o moim uzależnieniu od alkoholu, o tym, jak zniszczyło moje życie osobiste i zawodowe. Wszyscy słuchali uważnie, a potem zaczęli dzielić się swoimi historiami. Poczułem, że nie jestem sam.

Dzień 3 – Pierwsze rozmowy indywidualne

Rozmowa z Robertem w cztery oczy była intensywna. Przebijał się przez moje mechanizmy obronne, a ja zaczynałem zdawać sobie sprawę, jak wiele rzeczy ignorowałem lub wypierałem. Mówił o potrzebie zrozumienia siebie, o pracy nad emocjami i o walce z pokusami. Zrozumiałem, że będę musiał stawić czoła swoim lękom i frustracjom.

Dzień 4 – Zajęcia relaksacyjne

Dziś mieliśmy zajęcia relaksacyjne. Jogę prowadziła Żanetka. No moje pierwsze doświadczenie taką aktywnością. Nie doceniłem Jogi. Poczułem w każdym kawałku ciała. Było ciężko. Uczyliśmy się technik oddychania i medytacji. Na początku czułem się głupio, ale potem zauważyłem, jak bardzo te techniki pomagają mi się wyciszyć. Żanetka tłumaczyła, że umiejętność radzenia sobie ze stresem jest kluczowa w procesie wychodzenia z uzależnienia.

Dzień 5 – Fazy nawrotu

Podczas dzisiejszej sesji grupowej omawialiśmy fazy nawrotu. Arkadiusz wyjaśnił, że nawrót nie zaczyna się w momencie sięgnięcia po substancję, ale dużo wcześniej, kiedy zaczynam zaniedbywać siebie i moje emocje. To było jak objawienie. Zrozumiałem, że muszę być czujny na swoje myśli i uczucia i że to może oznaczać, że samo picie nie jest tak ważne, jak myślałem.

Dzień 6 – Wspomnienia z przeszłości

Zacząłem pisać Przewodnik domu-REHAB. Już dłużej nie mogłem zwlekać każdy czytał z niego uczucia, wdzięczności, podsumowanie samopoczucia, dziennik kryzysu, tylko ja jakoś nie mogłem się do niego zabrać. Od jutra zaczynam. Właśnie. Ciągle robię coś od jutra.

Dzień 7 – Role w grupie

Dziś omawialiśmy role w grupie. Zauważyłem, że każdy z nas przyjmuje pewną rolę: lidera, sceptyka, wspierającego. Ja byłem raczej wycofany, ale Robert zachęcał mnie do większej aktywności. Mówił, że praca w grupie jest nieoceniona, bo pozwala nam zobaczyć siebie w lustrze innych ludzi. Na ścianie wisi Filozofia Daytop. Jeden akapit mówi właśnie o czymś takim: „Tylko tutaj mogę zobaczyć się w oczach i sercach innych, tylko w tym miejscu mogę zobaczyć siebie jak w zwierciadle” jakoś tak to szło. Ale chyba złapałem sens.

Dzień 8 – (niedziela) – Mechanizmy obronne

Robert przedstawił nam różne mechanizmy obronne, które stosujemy, by unikać konfrontacji z własnymi problemami. To był szok. Mechanizm nałogowego regulowania uczuć, mechanizm iluzji i zaprzeczania, i mechanizm rozdwajania, rozpraszania Ja. To zmienia perspektywę, ale wprowadza we mnie poczucie zagubienia. Sprawa się komplikuje. Nie wystarczy przestać pić. Po raz kolejny mam poczucie oszołomienia.

Dzień 9 – Pierwszy tydzień za mną

Wczoraj minął pierwszy tydzień. Czułem się zmęczony, ale i dumny z siebie. Przeczytałem dzisiaj życiorys. Mimo takiej małej grupy stres czułem spory. Najgorsze jednak były informacje zwrotne. Nie wiedziałem, że tak można usłyszeć to, co ja napisałem. Wiele razy czułem się niezrozumiany, ale nie mogłem odpowiedzieć: „nie odpowiadamy na informacje zwrotne”. Strasznie to trudne. Tyle ciśnie się na usta.  A wiedziałem, że to dopiero początek. Po życiorysie poprosiłem o możliwość korzystania z telefonu domowego do rozmów z rodziną. Otrzymałem zgodę grupy. Dziś wieczorem mogę zadzwonić do domu. Jestem podekscytowany. No i zostałem dzwonkowym. Mam dzwonić na pobudkę i inne ważne części dnia. Żebym tylko nie zaspał jutro.

Dzień 10 – Praca nad samooceną

Dziś pracowaliśmy nad samooceną. Wiele osób w grupie, w tym ja, miało z tym problem. Terapeuci mówią, że uzależnienie często wynika z niskiej samooceny i potrzeby ucieczki od trudnych emocji. Ćwiczenia, które wykonywaliśmy, miały na celu budowanie pozytywnego obrazu siebie. Było całkiem zabawnie.

Dzień 11 – Kryzys

Miałem kryzys. Czułem, że nie dam rady, że to wszystko jest zbyt trudne. Arek zauważył moje zmagania i zaprosił mnie na dodatkową sesję. Rozmawialiśmy o moich lękach i obawach. Przypomniał mi, dlaczego tu jestem i co chcę osiągnąć. To pomogło mi na nowo zdefiniować swoje cele. Okazuje się, że kryzys jest nieodłączną częścią terapii. Zawsze się pojawia i że jeszcze wróci. To było trudne doświadczenie. Nie wiem, czy chcę kolejne.

Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!

Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.

Dzień 12 – Ćwiczenia fizyczne

Zajęcia fizyczne stały się częścią mojej rutyny. Bieganie, ćwiczenia siłowe — to wszystko pomagało mi uwalniać nagromadzone napięcie. Zauważyłem, że po każdym treningu czuję się lepiej, bardziej zrelaksowany i pewny siebie. Najtrudniej jednak jest utrzymać systematyczność treningów. W ogóle z systematycznością to mam duży problem. Wiele działań w życiu zaczynałem, jednak niewiele kończyłem.

Dzień 13 – Wsparcie grupy

Zaczynam coraz bardziej doceniać wsparcie grupy. Każdy z nas miał swoje słabości, ale wspólnie jakoś je ogarniamy. Często rozmawiamy poza sesjami, dzieląc się swoimi przeżyciami i radami. To buduje poczucie wspólnoty i wzajemnego wsparcia. Terapeuci mówią, że to może spowodować powstanie tak zwanego „drugiego obiegu informacji”. Jeszcze tego nie chwytam za bardzo. Na razie wydaje mi się, że to fajne i potrzebuję tego. Takiej swobody w rozmowie.

Dzień 14 – Pierwsze sukcesy

Zauważyłem pierwsze zmiany w sobie. Stałem się bardziej świadomy swoich emocji, mniej skłonny do uciekania przed nimi. Grupa zauważyła moje postępy i informacje zwrotne były dość miłe. To dodało mi motywacji do dalszej pracy. Miło jest usłyszeć coś miłego. No i zaczynam myśleć, że to może mi się udać. Ale i tak było słodko-gorzko, bo odkryłem, że w ogóle nie wziąłem się za karty. Jestem tu już dwa tygodnie a jakoś omijam je z daleka. Muszę spiąć tyłek i wziąć się do roboty, bo braknie mi czasu.

Dzień 15 – (niedziela) – Historia domu-REHAB. Ośrodek terapii uzależnień

Robert opowiedział nam historię domu-REHAB. Dowiedziałem się, że powstał on w jego głowie, ale przy wielkim udziale Gosi. Mówił, że przeczytał książkę Wiktora Osiatyńskiego „Rehab” i ona dał mu szkic tego, co chciałby robić w terapii. Czasem oglądamy wykłady Osiatyńskiego. Ciekawie mówi. Muszę zapamiętać to nazwisko.

Dzień 16 – Konflikty w grupie

Pojawiły się pierwsze konflikty w grupie. Emocje były na wysokim poziomie, a niektóre osoby zaczęły wyładowywać swoje frustracje na innych. Podobno zawsze robią się podgrupy i zawsze pojawiają się konflikty i tarcia między ludźmi. Niby mała grupa, niby powinniśmy się dogadać, a nie zawsze się udaje. Zresztą jak ma się udawać skoro każdy z nas od dawna funkcjonował jako samotnik. Raczej unikałem ludzi. Samotnik ze mnie. A teraz od rana do nocy między ludźmi. A każdy inny. Relacje międzyludzkie to nie jest moja mocna strona. Jakoś się nauczę. Chyba.

Dzień 17 – Terapia indywidualna

Kolejna sesja indywidualna z Robertem. Pracowaliśmy nad moimi najgłębszymi lękami i traumami. Było to bolesne, ale potrzebne. Zrozumiałem, że muszę zmierzyć się z przeszłością, by móc ruszyć naprzód. Ale przeszłość nie jest jedynym moim problemem. Ciągle „kręcę filmy” na temat przyszłości. I z tych „filmów” pojawia się lęk. Lęk towarzyszy mi, od kiedy tylko sięgnę pamięcią. To taki mój niewidzialny przyjaciel. Znamy się dobrze. Cholernie nieprzyjemna to znajomość. Robert mówi, żeby go oswoić. Zrobię co będę mógł. Chociaż na razie to nie wiem, od czego się zabrać. Usłyszałem: „to może weź się w końcu za karty? I pisz dziennik głodu”.

Dzień 18 – Relacje z rodziną

Omówiliśmy nasze relacje z rodziną. Wiele osób, w tym ja, miało napięte stosunki z bliskimi. Zaburzenie jest jak tornado, zasysa wszystko do środka i niszczy. Żadna wartość nie ma szans, rodzina także. Pomyślałem, że napiszę list do rodziców, w którym przeproszę za ból, jaki im sprawiłem. No i okazało się, że jedna z kart przewodnika dotyczy właśnie rodziny. Cholera te karty…

Dzień 19 – Codzienna rutyna

Zaczynałem cenić codzienną rutynę. Regularne posiłki, zajęcia terapeutyczne, ćwiczenia fizyczne — to wszystko pomagało mi odzyskać poczucie kontroli nad swoim życiem. Czułem, że powoli wracam do normalności. No i zacząłem pisać kartę numer jeden. Dotyczy ona współżycia z ludźmi, ról, jakie pełnię w życiu: syn, brat, moich reakcji na troskę o mnie i takie rzeczy. Dużo tego, a kart jest osiem. Trzeba przyspieszyć trochę.

Dzień 20 – Spacery i integracja

Spacery i integracja. Wokół Santrope jest wiele miejsc, do których warto zajrzeć. Oczywiście poza lewiatanem i klimexem. Wychodzimy zawsze wspólnie. Dzisiaj kolej na Polder Sątopy. To miejsce zadziwiające. Jeszcze nie widziałem czegoś podobnego. Setki ptaków i widok zapierający dech w piersiach. odkąd nie mam swojego telefonu jestem blisko z ludźmi, widzę świat, który mnie otacza, zapamiętuję zapachy i obrazy. To bardzo ważne dla mnie doświadczenie. I sen spokojny.

Dzień 21 – W końcu karta numer jeden

W czasie zajęć często słyszę o celach i ich wartości. O tym, żeby odróżnić cele od sensu, że to ważne. Robert ciągle o tym gada. Zachęca do ustalania nowych celów. Ale celów, które mogę realizować teraz. Żeby zamiast robić coś „jak wyjdę”, działać tu i teraz. No i dobrze się składa, bo mogę dziś przedstawić pierwszą kartę. Słyszę swoje myśli i mogę zobaczyć reakcje grupy. Otrzymuję informacje zwrotne. Oczywiście nie udało się uniknąć komunikatów o szybko mijającym czasie… Po raz kolejny postanawiam spiąć się i pisać.

Dzień 22 – (niedziela) – To dzień odwiedzin

W czasie tych spotkań niedzielnych skupiam się na umiejętnościach komunikacyjnych. Uczę się, jak wyrażać swoje uczucia i potrzeby. To dla mnie ważne, bo zawsze miałem problem z mówieniem o swoich emocjach. Najpierw wymyśliłem, że ja to nie będę prosił moich bliskich o odwiedziny w czasie terapii. Że to niby chcę się skupić maksymalnie na terapii. Później się jednak okazało, że to moje skupienie to raczej było na fajnym spędzaniu czasu, bo z terapią to jestem mocno do tyłu. A oni bardzo chcieli być ze mną, chociaż tych kilka godzin tygodniowo. Okazało się, że znów myślałem tylko o własnej wygodzie. Poprosiłem, żeby przyjechali. Przyjadą.

Dzień 23 – Poniedziałek

Poniedziałek zawsze był trudny i teraz jest także samo. Niedziela rozleniwia, zmienia kierunek myśli i pokazuje słabe punkty w planie dnia. Mimo że dom-REHAB to dom bardziej niż ośrodek terapii to jednak terapie trzeba robić. No i poniedziałek dojmująco przypomniał mi o tym. Pobudka, gimnastyka, ścielenie łóżka. Dziś mam dyżur w kuchni wszystko przyspiesza. Poza tym pamiętać muszę o dzwonieniu na czas no i dziś pewnie dostanę drugą funkcję, bo poniedziałek to dzień funkcyjny. Robię parówki, jajecznicę kroję pomidory. Muszę to jakoś ładnie postawić na stole. Bo te wspólne posiłki to jest sztos. Zawsze jadłem w samotności, w pokoju, gdziekolwiek, jakkolwiek. Teraz mi zależy.

Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!

Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.

Dzień 24 – Karta numer dwa

Uczucia. No i klops. Karta nie przeszła. Za mało, zbyt płytko. Wyszła moja słaba praca z dziennikiem uczuć. Słaba komunikacja i posługiwanie się informacją zwrotną. Karta do poprawy i otrzymałem funkcję redaktora. Codziennie przedstawiam informacje z Rehabu plus zabawa na rozruszanie grupy, jakieś ciekawostki ze świata i muzyka. Po wszystkim informacje zwrotne. Wspinanie się trwa.

Dzień 25 – Praca z emocjami

Jakby na dobitkę po wczorajszej karcie o uczuciach, dziś skupialiśmy się na pracy z emocjami. To całe czucie jest strasznie trudne. Czuję wszystko i nic. Nie wiem, jak to nazwać i jak okazać. Pewnie wiedziałbym lepiej tylko dziennik uczuć zaniedbany i leżał odłogiem zbyt długo. Jak je rozpoznawać i jak sobie z nimi radzić? Nie ma negatywnych i pozytywnych uczuć i emocji, są tylko trudne i łatwiejsze do przeżywania i że to właśnie to przeżywanie jest kluczowe. A u mnie co innego czuję, coś innego okazuję, coś innego mówię, że czuję, a jeszcze coś innego mi się wydaje. Kocioł mam w głowie.

Dzień 26 – Poprawka karty numer dwa

Ok. Tym razem poszło. Przyłożyłem się do tej karty i do dziennika uczuć no i od razu lepiej. Cieszę się i czuję progres. Jednocześnie jestem zmęczony i oszołomiony. Dopiero dwie karty a tu tymczasem półmetek mojej terapii się zbliża i powinienem brać się za omówienie czterech tygodni.

Dzień 27 – Grupa C.U.D

– Bo cud to jest skrót! – Robert się odpala — Czas Unieść Dupę! I to najwyższy, bo jest później niż myślicie!

No ładnie. O 16:00 grupa zdalna i znów widzę w okienkach w telewizorze ludzi, którzy byli już w domu-REHAB przede mną. Ze dwie osoby poznałem osobiście, bo przyjechały w odwiedziny. Patrzyłem wtedy na nich jakby trochę byli z kosmosu. Jednak te odwiedziny dały mi nadzieję na zmianę. Zmawiamy modlitwę o pogodę ducha i zaczynamy spotkanie. Robert Prowadzi.

Dzień 28 – Połowa terapii

Czuję już upływający czas. Co prawda jestem w trakcie pisania podsumowania czterech tygodni, ale z kartami nadal jestem w tyle. Dodatkowo dochodzą obowiązki wynikające z pełnionych funkcji. Po raz kolejny postanawiam się sprężyć.

Ciąg dalszy już wkrótce.

Pozdrawiam. Robert Banasiewicz. Ośrodek terapii uzależnień dom-REHAB.

sklep-REHAB Robert Banasiewicz

Sklep-REHAB. Kliknij obrazek powyżej, żeby przenieść się na stronę sklepu.

Przeczytaj inne historie prawdziwe.

Samopolecajki

W tym miejscu kilka moich samopolecajek:

Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.

Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.

Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.

Wspieraj Autora na Patronite

A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę.  Kliknij przycisk Suppi.

Ośrodek terapii uzależnień. Moje 56 dni w Rehabie, cz. 1 button

Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.

10 komentarzy do “Ośrodek terapii uzależnień. Moje 56 dni w Rehabie, cz. 1”

  1. Wciągająca, prawdziwa historia człowieka w zmianie. Myśli, refleksje, obawy, lęki, wzrastanie, nadzieja. Jestem ciekawa dalszej części.Dom-Rehab jest jak ciepło kominka w zimową noc. Bądź zdrów Robert.
    Z wdzięcznością.
    Ewelina

    1. Robert Banasiewicz

      Dzięki Ewelin. Komentarze pod wpisami to dla mnie bardzo pomocna rzecz. Rozwijają treści sprawiają, że tekst ożywa. Dziękuję

  2. Czytam tę historię i myślę o tym co między liniami, godzinami i dniami. I jeszcze jak różne te dni dla różnych ludzi choć przecież ten sam plan dnia i tygodnia. To połowa turnusu… Lecę czytać dalej.

    1. Robert Banasiewicz

      Tak, masz rację tam pomiędzy są relacje i więzi. Nawiązane znajomości, złości i sympatie. Żywi ludzie ich pragnienia i emocje, ich plany i rozczarowania. Dziękuje za komentarz Dorota. Bądź zdrowa.

  3. Przeczytałam z zapartym tchem….I poczułam niemoc i konsternację autora, jak mówi, że nie można odpowiadać na informacje zwrotne…nie można się bronić (!), trzeba ” z tym zostać „… To może być trudne…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zapisz się do newslettera

Zostawiając swój adres e-mail, na bieżąco otrzymujesz wszystkie nowości, które pojawią się na naszej stronie.

dom-REHAB Robert Banasiewicz © 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone. Polityka prywatności. Realizacja: Michał Ziółkowski.