Historia używania i zdrowienia
Zdrowienie. Historia prawdziwa
Mam na imię Michał, urodziłem się 27 sierpnia 1995 roku. Pochodzę z kompletnej, kochającej rodziny. W najmłodszych latach nie brakowało mi niczego. Bardzo opiekuńcza mama, pracowity ojciec, któremu bardzo zależało, aby żyło nam się jak najlepiej i starsza o 6 lat siostra, z która lubiłem się bawić, mimo że często się nie dogadywaliśmy. Już w przedszkolu miałem problem z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami trzymałem się głównie z siostrą cioteczną, bez niej czułem się zagubiony i niepewny.
Często w weekendy jeździłem do dziadków, spotykałem się tam z kuzynką, mieliśmy dużo luzu i na więcej mogliśmy sobie pozwolić. Zdarzało nam się podpijać małe ilości alkoholu z barku, a czasem sama babcia za naszymi prośbami nalewała nam mały kieliszek „nalewki babuni”. Myślę, że nie miałem wtedy więcej niż 8 lat. Często są organizowane spotkania rodzinne gdzie alkohol jest normą. Na jednym z takich spotkań (nie pamiętam w jakich okolicznościach, możliwe, że sam o to prosiłem) mama nalewa mi kieliszek czystej wódki. Od razu go chwyciłem i wypiłem nawet się nie krzywiąc.
Rodzina
Rodzina zareagowała raczej rozbawieniem niż szokiem czy złością na to, co się stało. Miałem wtedy jakieś 8-9 lat. Miałem negatywny stosunek do alkoholu, próbowałem go raczej, żeby poczuć się dorosły, w końcu wszyscy dorośli wokół mnie pili go często. Czasami spijałem pianę z butelki piwa, czasami udało mi się wyprosić trochę nalewki, a czasami sam podpiłem coś z barku. Nie przypominam sobie, abym kiedykolwiek miał przez to jakieś problemy u kogoś z rodziny.
Papierosy spróbowałem w wieku 10 lat. Kumpel ukradł paczkę babci i przyniósł ją do mnie. Często zostawałem sam w domu i wtedy tez tak było. Nie chciałem próbować, bałem się, że może się to wydać, ale to było takie dorosłe. W tamtym czasie regularnie popalaliśmy przez jakieś pół roku. W międzyczasie w szkole pierwszy raz wciągałem tabakę to tez wydawało mi się cool, a i na dyskotekę szkolną wraz z kumplem przychodzimy podpici, po tym, jak pospijaliśmy resztki z barku jego rodziców.
Szkoła
W liceum zacząłem palić papierosy i w podobnym okresie pierwszy raz spróbowałem marihuany. Nigdy mnie do niej nie ciągnęło, ale chciałem wkupić się w nowe towarzystwo. Dopiero po którymś razie mi się spodobało. Szybko zaczęłam palić regularnie, z początku co weekend później codziennie. Obracałem się w tym czasie w kiepskim towarzystwie, ale imponowało mi to w jakiś sposób.
Po liceum chcąc uciec od rodziców wyjechałem na studia, na których byłem łącznie 2 razy. Całe dnie spędzałem na paleniu trawy z kumplem w mieszkaniu. w tym okresie zacząłem unikać ludzi, a każdy kontakt z nimi stawał się dla mnie coraz cięższy. Do wszystkiego musiałem się zmuszać, a nawet wyjście do sklepu było dla mnie dużym problemem. Tak spędziłem cały rok w międzyczasie próbowałem hazardu obstawiając mecze co szło mi całkiem dobrze, ale pochłaniało ogromna ilość czasu, bo musiałem się tym wszystkim interesować i być na bieżąco.
Studia i dziewczyny
Po zawaleniu studiów wróciłem do rodzinnego miasta gdzie poznałem swoja pierwsza miłość. z dziewczyną też paliłem ogromne ilości trawy. W międzyczasie odnawiam wiele starych znajomości, choć staram się już nie wchodzić w niebezpieczne sytuacje, takie jak dilerka czy bójki. Zaczynam pracować, ale to jedyne co robię z pozytywnych rzeczy. Resztę czasu spędzam w domu z dziewczyną głównie paląc trawę i nie mając ochoty na nic innego. Trwało to kilka lat.
Po 7 latach związku opartym na wspólnym paleniu nasze drogi się rozeszły, ciągłe kłótnie doprowadziły mnie do szału. Błędy widziałem tylko u niej, a siebie uważałem za super inteligentnego i ogarniętego gościa. W końcu pracuje, wszystko mam na swój sposób poukładane i myślę, że ogólnie jest całkiem dobrze. To wszystko było iluzja, bylem zakompleksionym, wyizolowanym chłopakiem, który ledwo radził sobie sam w dorosłym życiu.
Zabawa, zabawa
Po rozstaniu stwierdziłem, że chce się jeszcze nacieszyć życiem. Zadbałem o swój wygląd, zacząłem umawiać się z kobietami co dawało mi poczucie własnej wartości. Spotkane i wykorzystane kobiety były dla mnie miara fajności, byłem dumny z tego z iloma kobietami spałeś i jak je traktowałem. Zacząłem w tym okresie też pić sporo alkoholu. Najpierw w towarzystwie, potem szukałem towarzystwa, żeby mieć okazję do napicia się. w końcu zacząłem pic sam, co bardzo mi odpowiadało.
Zacząłem też próbować różne narkotyki, najbardziej podeszła mi kokaina. Podczas tego maratonu alkoholowo narkotykowego, czułem, że zmieniam się w człowieka, którego sam nie szanuję. Nabieram cechy, które wcześniej sam wyśmiewałem, ale brnąłem w to, bo widziałem w tym jakieś pozytywy. Moje picie często kończyło się urwanym filmem, krzywdzeniem innych, a potem przepraszanie. Robiłem wiele rzeczy, które dotąd budzą we mnie obrzydzenie, ale i strach, do czego byłem zdolny. Na jednej imprezie został dotkliwie pobity, kończę z mocno złamana ręka i noga, ale i to nie było dla mnie impulsem, żeby zwolnic.
Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!
Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.
Jadę się napić
Pierwsze kroki, jakie stawiałem po 2 miesiącach jazdy na wózku były w stronę ulubionego baru. Poszedłem tam w klapkach, bo mogę jeszcze miałem mocno spuchnięta. Krzywdziłem i zawodziłem rodzinę, najbliższych przy każdej możliwej okazji. Przestałem szanować siebie, a każdego kaca moralnego zapijałem kolejnym często tworząc nowe kace moralne. Finalnie po wypiciu dużej ilości kolejny raz kończę w szpitalu ze złamaną ręką, nie pamiętając co się działo poprzedniej nocy.

dom-REHAB
Zacząłem wtedy myśleć nad ośrodkiem, a o REHABIE wiedziałem od ponad roku i to tu ląduję po niecałym tygodniu. Nie wiedziałem jak wygląda pobyt w takim domu, nie wiedziałem nawet jak wygląda terapia. Wszystko było dla mnie nowe, ale przyjechałem tam z dużą motywacją do zmiany. Łącznie spędziłem tam 3 miesiące i bardzo dobrze wspominam ten czas. Mogę nawet powiedzieć, że był to jeden z lepszych okresów w moim życiu, mimo że miałem tam naprawdę dużo pracy.
Przyjrzałem się dokładnie całemu mojemu życiu, zmierzyłem się z wieloma problemami, które od dawna mnie męczyły, ale też z takimi, o których nie miałem pojęcia. Już w REHABIE byłem na swoich pierwszych mitingach i, mimo że na początku nie podeszły mi szczególnie, zdecydowanie podoba mi się atmosfera na nich panująca, bezinteresowność i serdeczność, która czułem od członków wspólnoty. W domu REHAB zacząłem też stworzyć swoją siatkę wsparcia i pracowałem nad planem wyjścia. Wiedziałem, że nie na wszystko będę mógł się przygotować, ale chciałem podejść do tematu naprawdę konkretnie.
Byłem i zrobiłem
Gdy wychodziłem z REHABU, chciałem zacząć życie na nowo. Miałem szczegółowo zaplanowane pierwsze dni po wyjściu, ale rzeczywistość zweryfikowała i nie wszystkie cele spełniam od razu, mimo to nie zraziłem się i konsekwentnie dążyłem do wypełnienia listy, która wcześniej przygotowałem. Zaczynając od wyrzucenia resztek substancji, przez planowanie dnia, uczęszczanie na mitingi i wykonywanie codziennie dziennika uczuć, głodów oraz wdzięczności. Pozrywałem też stare znajomości, zastępując ich nowymi, tymi z siatki wsparcia, ale i nowo poznanymi na mityngach.
Mam też tę możliwość, że regularnie mogę odwiedzać REHAB. Bardzo dużo mi to daje, ale też, gdy tam jeżdżę czuję jakbym wracał do domu. Zawsze panuje tam rodzinna atmosfera i z przyjemnością odwiedzam Roberta i domowników. Świeżo po wyjściu musiałem się bardzo obserwować, okazało się, że wiele często na pozór pozytywnych rzeczy były moimi wyzwalaczami. Np. odnoszenie sukcesów, czy po prostu weekend i związane z nim odgłosy miasta. Zauważyłem też, że narkotyki chciałem zastępować sobie jedzeniem czy wieczornymi zakupami internetowymi. Musiałem być wtedy szczególnie uważny.
Życie po terapii
Zacząłem też chodzić na terapię indywidualną. Staram się dokładnie rozpisywać plan dnia, tak aby mieć, jak najmniej czasu wolnego. Codziennie czytam refleksje, ale też zawsze znajduję chwilę na lekturę i podsumowanie dnia. Szczególnie to ostatnie jest dla mnie ważne. Zwracamy wtedy uwagę na to, co mi się udało a nad czym muszę jeszcze popracować. Ważne są też dla mnie codzienne wdzięczności. Często, jeśli początkowo myślę, że ten dzień był kiepski po przemyśleniu i wypisaniu wszystkich rzeczy, za które mogłem być wdzięczny zmieniam zdanie i koniec dnia spędzam z uśmiechem na ustach.
Obniżyłem też oczekiwania do życia, do ludzi, ale i do siebie. Uczę się, że nie wszystko musi być idealnie, a ja mogę sobie pozwolić na błąd. Moja zmiana to ciągła walka i wychodzenie ze strefy komfortu. Często muszę się przemóc, zmotywować do działania, ale efekty są dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Czuje, że dostałem szansę na nowe wspaniałe życie, ale nie mogę zapominać o zdrowieniu, ani o tym, czego nauczyłem się w Rehabie.
Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!
Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.
Dziękuję Ci Michał za twoje świadectwo. Bądź zdrów. Zapraszam do poznania innych historii prawdziwych.
Pozdrawiam. Robert Banasiewicz. Ośrodek terapii uzależnień dom-REHAB.
Samopolecajki
W tym miejscu kilka moich samopolecajek:
Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.
Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.
Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.
A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę. Kliknij przycisk Suppi.
Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.


Dziękuję za podzielenie się swoją historią. Moja rodzina również tolerancyjna ( delikatnie mówiąc) w temacie alkoholu. Bardzo fajne i zabawne jest podsuwanie młodocianym alkohol….😓
Ciągle to trwa
Dziękuję za Twoją historię Michał. Niech dotrze do szerszego grona i będzie kubłem lodowatej wody dla wielu dorosłych:-( Fajnie, że pod skrzydłami Roberta, ogarnąłeś życie. Nie warto zawracać.