7 uczuć. Wstyd
Dziś spotykamy się ze wstydem. Będzie o niełatwych rzeczach o uczuciu, które mi towarzyszy od zawsze i nie jestem pewien czy coś wnosi moje życie. Jakże dobrze ja to znam. Jak wiele razy mi towarzyszyło pytanie, po co mi wstyd, dlaczego to uczucie istnieje, co ono wnosi do rozwoju, czy poprzez swoją trudność mnie rozwija? Myślę, że mnie kształtuje, ale nie jestem chyba w stanie powiedzieć, w jaki sposób. Nie lubię tego uczucia, nie lubię się wstydzić, bo jest to uczucie takie cholernie oceniające mnie samego, ocenia mnie totalnie i źle, czyli mówi, że jestem do dupy. Ja cały jestem do niczego.
W głowie mi się kiedyś wstyd łączył z poczuciem winy, ale poczucie winy to jest coś takiego co mówi mi o konkretnym, moim zachowaniu, w sytuacji, za którą ponoszę winę, coś zrobiłem niefajnego. I tak Ok biorę te winy. Ale wstyd jest zupełnie inny. Wstyd jest totalny. Pamiętam go dobrze, pamiętam go z różnych sytuacji. Ten wstyd ma też połączenia w moim życiu. Już to mówiłem przy okazji strachu, że te uczucia, te emocje są bardzo mocno połączone ze sobą.
Mózg emocjonalny
No właśnie, uczucia czy emocje? Ja myślę, że emocje to z tego układu limbicznego, to z tego takiego jakby „mózgu emocjonalnego”, o którym mówią zawodowcy i fachowcy. Mówią, że mamy taki mózg emocjonalny. No bo przecież oczywiście wszyscy wiemy świetnie, że emocje ani uczucia nie idą z serca, gdyż serce to mięsień. Więc one muszą gdzieś tam iść z jakiegoś hipokampu, jakiegoś takiego ciałka migdałowatego. Czyli to wszystko gdzieś tam z mózgu: płat czołowy, płaty boczne i jakieś inne rzeczy. Musi iść stamtąd. Ja wiem, że to tak psychoterapeutycznie to nie fajnie, że przez głowę. Ale myślę, że to tak więc myślę, że te emocje są połączone właśnie tam.
Ale miało być o wstydzie nie o mózgu. Ja ciągle bałem się, że mnie coś, ktoś zawstydzi: że mnie życie zawstydzi, że mnie zawstydzą ludzie, że mnie wstydzi sytuacja. Bałem się wyobrażeniem wstydu, który będę czuł. Wyobrażałem go sobie. I nagle bum! Czułem straszny strach! I rozpoczynałem takie myślenie: „chcę umrzeć, chcę się spalić, chcę zniknąć, zapaść się pod ziemię, chcę, żeby mnie nie było”. Bo to, co czuję jest takie straszne. Więc szukałem jak się tutaj odciąć od tego.
Odcięcie — historia prawdziwa
Ja pamiętam dokładnie sytuację, w której udało mi się odciąć od wstydu i właściwie byłem już niezagrożony. Pamiętam taką sytuację w szkole podstawowej, kiedy mieliśmy za zadanie wykonać z szarego mydła Biały Jeleń rzeźbę człowieka przy pracy. Zbliżał się pierwszy maja, święto ludzi pracy, komuna wtedy sobie jeszcze świetnie dawała radę. No i zaczęło się.
Rodzice moich kumpli rzucili się z nożami na szare mydło Biały Jeleń i zaczęli rzeźbić tych górników, hutników i innych tam. A ja miałem takie wyobrażenie: w Kielcach chodziły takie „baby”, na które mówiliśmy „spadochroniarze”, albowiem, miały na grzbiecie swym takie białe tobołki, w tych tobołkach miały śmietanę, jajka, mleko przywoził je do miasta. Miały takie fartuchy, takie zapaski. A rzecz działa się w Górach Świętokrzyskich więc to było wszystko takie dość kolorowe, w podłużne paski.
Szare mydło Biały Jeleń
Od czasu do czasu taka pani pojawiała się u mnie w domu i mama kupowała od niej śmietanę bądź mleko. Ja obserwowałem ręce tej pani, tych pań i one były strasznie spracowane, były bardzo pomarszczone, zniszczone, miały takie dziwne kształty. I coś się zrobiło w głowie, w głowie tego dziecka Robercika, że to jest ktoś, kto pracuje. Więc ja wziąłem tego noża, wziąłem tego mydła i zacząłem toto tam rzeźbić. I wyrzeźbiłem takiego bohomaza dziecięcą rączką.
Dziwnie to wyglądało. No i na lekcji pani zachwycała się różnymi dziełami rąk rodzicielskich. Gdy wzięła moją bryłkę to podniosła ją do góry i zaczęła ją wyśmiewać: „o popatrzcie jak Banasiewicz wyrzeźbił. Co to jest w ogóle? Z której strony to się zaczyna gdzie się kończy?”. Więc radość była wielka w klasie, oczywiście poza mną, bo ja jakoś nie czułem specjalnie radości z tego, że właśnie byłem wyśmiewany. I pamiętam takie coś, co mi wtedy klikło w głowie i pomyślałem: „no i teraz możesz mi skoczyć, już więcej nie zrobisz mi krzywdy, jestem poza zasięgiem”.

Nauka nie poszła w las
W tym momencie nauczyłem się odcinać od bardzo trudnych uczuć i emocji. Odciąłem się wtedy. Potem już szło łatwiej. Aż do momentu, kiedy zacząłem wstydzić się różnych swoich zachowań. I wtedy mój wstyd zaczynał mnie określać, zaczynał mnie oceniać, zaczynał mnie krytykować, zaczynał obniżać moje samopoczucie. Ja poprzez relacje z nim (wstydem tym) zaczynałem obniżać sobie samopoczucie. To była taka równia pochwała, schodziłem coraz niżej, coraz niżej w jakości, w dobrostanie mojego życia. Wstyd mnie gonił.
Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!
Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.
Kiedy wytrzeźwiałem nagle on w pełnej krasie przyszedł i powiedział: „ej pamiętasz to, a pamiętasz tamto, a pamiętasz?”. I zaczął tę swoją listę wymieniać i, wymieniać, i wymieniać, i wymieniać.
– Zamknij się! Tak bardzo chciałem się odciąć. Ale nie miałem już substancji psychoaktywnych mych ulubionych, tak więc trzeba było to czuć. I czułem to, i czułem. To było straszne. To było trudne. To było takie męczące i powiedziałem:
– „STOP dość tego!”
Obrachunek moralny
Z odsieczą przyszedł mi Czwarty krok, zrób odważny rachunek moralny, czyli obejrzyj to wszystko, zobacz to w szystko w prawdzie. Odkłam wszystkie rzeczy dowstydź co jest do dowstydzenia i opowiedz o tym komuś z piątego kroku, opowiedz o tym, sobie opowiedz o tym Bogu, bez względu na to, co myślisz o jego istnieniu i zamknij tę cholerną figurę przeszłości. Przestań tym ciągle się biczować, przestań się krzyżować ciągle i, ciągle i w kółko. Bo odkryłem, że grzebanie w tej otwartej figurze mego życia, mojej przeszłości jest jakoś perwersyjnie przyjemne. Ja ciągle wracam tam i grzebię, i grzebię i cierpię i wstydzę się i złoszczę.
I nie muszę tego robić, jak dobrze, że nie muszę tego robić, jak dobrze, że jest tu i teraz. Wdech i kurwa wydech. Jak dobrze, że znalazłem rozwiązanie na tu i teraz. Ja, dziś, tu i teraz. No właśnie przed chwilą powiedziałem. Wypowiedziałem przekleństwo, bez niego to ćwiczenie oddechowe traci jakby na wartości.
Tu i teraz
I kiedy już zacząłem sobie przebywać w moim tu i teraz, w tej chwili, w której nie ma lęku, nie ma tych wszystkich trudnych dla mnie uczuć i emocji. Zacząłem rozumieć, że jest jakiś sposób na wstyd, na poradzenie sobie z moimi wszystkimi wstydliwym sytuacjami. No bo oczywiście odkryłem, że to nie jest koniec wstydzenia się, wstydogennych sytuacji mego życia. Które znowu mnie określają bardzo źle i słabo, bo odpalają mi krytyka wewnętrznego. A nadal jeszcze jestem słaby w monologu wewnętrznym bądź dialogu, bo czasem myślę, że „kilka osób” w tym uczestniczy. No i jak to zrozumiałem to zacząłem sobie odpalać:
Zamiast krytyk wewnętrzny — monolog wewnętrzny.
Zacząłem przynosić te wszystkie swoje wstydliwe sytuacje, których pełno w moim życiu nadal
Nakrzyczałem na kierowcę, obraziłem kogoś, nakrzyczałem na mieszkańców domu, bo nie odśnieżyli tak jak mnie się wydawało, że będzie pięknie, podjazdu, parkingu i w ogóle całego Santrope. A oni w przerażeniu zaczęli nawet zamiatać trawnik. Masakra! I to jest warte śmiechu, mojego śmiechu. Zacząłem śmiać się, zacząłem wyśmiewać mój wstyd. Nagle okazało się, że to mi dobrze robi. Że są jeszcze takie słowa jak przepraszam, słuchajcie wybaczcie mi nie powinienem się tak zachowywać, poniosło mnie.
I kiedy zaczynam to robić zaczynam patrzeć na to inaczej, jakby oświetlać wszystko jasnym światłem jakimś takim Spotlightem. I wtedy to (wstyd ten) już przestaje być taki mocno krytykujący, oceniający, obniżający jakość. Jest takie zwyczajne ludzkie. Popełniam błędy. Fajnie byłoby, żeby nie codziennie te same albo co jakiś czas, chociażby inne. I żeby się z tego troszeczkę pośmiać, żeby troszeczkę być łagodniejszym dla siebie. Nie, że całkiem wytłumaczającym i dającym sobie prawo do wszystkiego, ale stać się trochę bardziej wyrozumiałym dla siebie. Bo jestem przecież ludzką istotą. Kurczę i różne rzeczy wyprawiam.
Śmiech
Pośmiej się trochę ze wstydu swego. Weź ten najgorszy. Co tam masz najgorszego? Oczywiście pomijam te wszystkie intymne rzeczy z kategorii jakichś tam seksualnych. Ale jeśli masz taki wstyd, który jesteś w stanie publicznie powiedzieć, to powiedz. A jak masz taki którego nie potrafisz publicznie, to znajdź kogoś, komu to wyznasz. Kogoś, komu ufasz, pogadaj o tym. Spróbuj rzucić takie zaklęcie: „to nie moja wina. Tak się wydarzyło, oczywiście ja podjąłem pewne decyzje, ale to nie moja wina.
To moja odpowiedzialność”. Chodzi o to, żeby odczarować wstyd. Troszkę się z niego pośmiać, troszeczkę go zracjonalizować, żeby nie wszedł w ten obszar, kiedy zaczyna mnie oceniać, poniżać, obniżać moją wartość i dobrostan mego życia. Śmiejmy się ze wstydu, pośmiejmy się trochę ze wstydu.
Wstydu wzorce
Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której warto pamiętać przy okazji wstydu. Bardzo często w mojej głowie jest jakiś kod, wynikający z wychowania, z procesów dorastania, tworzenia osobowości w grupie, w społeczeństwie, w rodzinie. Przekonanie o tym, że to lub inne zachowanie zasługuje na wstyd. Mówią: „Wstydź się, no wiesz co, wstydziłbyś się”. Jestem przekonany, że taką powinność mam, wstydzenia się tej, czy innej sytuacji. Że są takie rzeczy wstydliwe i że należy to uczucie wstydu celebrować w sobie i nosić jakby etykietę, taki znak. Oto się wstydzę właśnie, oto mam powód do wstydu.
Nie marnuj życia, odważ się i zrób pierwszy krok nim będzie za późno!
Rozmowa nie jest w żadnym wypadku zobowiązująca, nic nie tracisz a możesz odmienić swoje życie lub życie bliskiej Ci osoby.
I dobrze byłoby dla mnie, żebym sobie to gdzieś, z kimś obgadał, żebym skumał, że to wcale nie o to chodzi, że to w ogóle nie jest wstydliwe, że ta czy inna rzecz to właściwie jest kompletnie naturalne. Niekoniecznie muszę zaraz siebie piętnować. Pomyślcie sobie o tym ile macie takich wyobrażeń o tym, że to albo tamto zasługuje na wstyd.
Więc może niekoniecznie należy się wstydzić, może wystarczy to tylko przeanalizować i wyjąć z tych obszarów tabu. I przenieść do obszarów pod tytułem: Gościu weź wyluzuj, daj sobie spokój i idź dalej. Więc tego wam życzę, żebyście sobie to analizowali, trochę pośmiali się z własnego wstydu. A jak macie jakieś swoje prywatne osobiste indywidualne sposoby na wstyd to się nimi podzielcie z innymi ludźmi.
A no i nie zapomnijcie o polecajkach.
Pozdrawiam. Robert Banasiewicz. Ośrodek terapii uzależnień dom-REHAB.
Samopolecajki
W tym miejscu kilka moich samopolecajek:
Napisz komentarz, żeby artykuły mogły żyć sobie życiem pełnym i nieustającym. Przewiń stronę i wpisz w okienku.
Dopisz się do newslettera, żebyś mógł otrzymywać nowe teksty, zanim inni o nich się dowiedzą. Niczego nie przegapisz. Przewiń stronę i dodaj swój e-mail do newslettera.
Wejdź na patronite.pl i zostań Patronem. Wiele moich projektów uda mi się realizować dzięki wsparciu ludzi. Wystarczy kliknąć baner poniżej.
A jeśli spodobało Ci się to, co napisałem i masz chęć postawić mi kawę bądź kawałek pizzy, nie powstrzymuj tej głębokiej potrzeby. Będzie mi także bardzo miło, jeśli zwyczajnie przybijesz piątkę. Kliknij przycisk Suppi.
Udostępnij ten tekst w swoich mediach społecznościowych.


Wstyd..hmmm. Sądzę, że każdy z nas nosi w sobie, mniej lub bardziej wstydliwe wspomnienia. Wstydliwe po fakcie, bo przecież, gdy podejmowało się takie, a nie inne decyzje, nie były wstydliwe. One stawały się nimi w miarę dojrzewania emocjonalnego. To bardzo dobra rada – pośmiać się ze swojego wstydu, podejść do niego z innej strony, nazwać go doświadczeniem i iść dalej. Wstyd czasami zamyka przed szczerością. Sznuruje usta. Staje się lękiem przed oceną. Odcina. Potęguje milczenie. Mąci w głowie, blokuje przed działaniem, hamuje rozwój. Wielką sztuką jest wyzbycie się wstydu. Nie wiem nawet czy jest to w ogóle możliwe…ale myślę, że wstyd może zmienić kierunek, stać się drogowskazem. Wstyd to błąd, a błędów nie chcemy popełniać. Wybieramy więc inaczej. Słuchamy intuicji, trzymamy zasad. I to jest dobre. Wstyd jest jak wewnętrzny głos, szept najlepszego przyjaciela, który chce dla nas dobrze. Zawstydzanie przez innych ludzi,to już zupełnie inna para kaloszy…
Wstyd jest trudny. Ale możliwy do czucia. Dziękuję Ewelin za komentarz.
Poprawcie mnie, jeśli ktoś ma ochotę i argumenty (nie zawstydzacze, krytyki i ocenniki- niszczyciele), bo ja myślę, że wstyd jest nam do niczego nie potrzebny. Niszczy, zabiera, zubaża. Nic nie buduje. Nic dobrego z niego nie ma. Czysta trucizna. Zawstydzany swoje dzieci, świat obok je zawstydza, pani w sklepie, sąsiadka, nauczycielka, trener itd, a potem one (np ja) wloką ten szajs na sobie całe życie. Kto to wymyślił i po co? Przecież o wszystkim i zawsze można gadać z pozycji szacunku i miłości- miłości w relacjach bliższych rzecz jasna. Po co ktoś wymyślił wstyd- ciężar? Wyśmiewanie „zawstydzenia” swojego wspomniane w artykule to zdrowe podejście do własnych niedoskonałości, super! Więc znów- po co wstyd? Nic oprócz niszczenia z niego nie ma. Tak myślę. Wstyd, zawstydzacze wymyślono, żeby zabrać, poniżyć, zepchnąć. Samemu wypiąć swą lichą, wątłą pierś po medal. Tak to widzę. Hmmm- i jeszcze widzę że jestem na zjawisko troszkę wkur..zona😊 Pozdrawiam!
hmmmmmmmmm istnienia komarów też kurka nie kumam 😀
Dzięki Kachna za komentarz 😀
Ponoć gdyby nie komary, nie byłoby jaskółek, tak piszą, jeśli tak- to jest sens. Jaskółki wielbię! Ale wstyd? Dalej nie widzę sensu. Zakłopotanie, niezadowolenie z własnych decyzji czy wyborów, rozczarowanie swoim postępkiem, ok. Ale zawstydzania kogoś obok nie daje rady umieścić wśród: dobre, potrzebne, pożyteczne, korzystne itp na plus.
No dobra to teraz poważnie. Wstyd wchodzi w zakres budowania granic. W mojej filozofii oznacza to budowanie systemu granic sobie samemu. Wstyd stawia granicę mojej własnej głupocie. Gdy go poczuję wiem, że dotarłem do tej granicy, bądź powinienem wiedzieć. Natomiast zawstydzanie jako oddziaływanie przemocowe idące z zewnątrz jest jedynie obrzydliwym działaniem przemocowym. Jednocześnie staje się wtedy spatologizowanym wstydem. Podobnie sytuacja ma się ze śmiechem: wybucham nim gdy trafiam na granicę śmieszności. Natomiast jest też oddziaływaniem przemocowym, gdy kogoś ośmieszam. 🙂
Dzięki Robert. Wygląda na to, że jak mówią tutejsi, jesteśmy w temacie „on the same page”. Bo zawstydzanie, wyśmiewanie- to działania obrzydliwie przemocowe. A posługujemy się nimi jak najlepszymi narzędziami wychowawczymi- wobec dzieci, jak najlepszymi narzędziami relacyjnymi w ogóle. Przecież wiemy, że to przemoc, czujemy to. A jednak używamy. Wracamy na start? Wartości? Brak?
Jasne Kachna dlatego uczmy się właściwego przeżywania i wstydu, i radości.
Wstyd…jakoś obcy mi jest…może to to ” odcięcie „, a może pod „upokorzeniem” się chowa, które tak często czuję ….
Porozkminiam to sobie.
Dziękuję za świetne rozłożenie wstydu na części pierwsze. Pozdrawiam
Dzięki za komentarz Aldi